106. Ekspres i nie tylko

Nie lubię pisać takich oficjalnych recenzji. Takie uporządkowane pisanie według schematu jest okropnie nudne moim zdaniem.
No ale tak. Tak się tą maszynką ekscytowałam, że wypada choć wspomnieć.
Kupiłam wolnostojący ekspres ciśnieniowy De Longhi MagnificaS o taki: KLIK

Cena z nóg nie zwala,  więc nie ma co oczekiwać, że będzie to urządzenie z gatunku „krawaty wiąże-usuwa ciążę”. Ekspres ten robi w zasadzie dwie rzeczy: parzy kawę i spienia mleko. Kawę mogę używać sypaną lub ziarnistą. Mogę ustawić sobie moc kawy pod warunkiem, że wybiorę ziarnistą. Kawę sypaną muszę wsypywać za każdym razem jak chcę jej użyć, nie mogę wtedy za wiele podziałać w kwestii jej mocy bo do zasobnika wchodzi tylko jedna płaska miarka. Moc kawy sypanej mogę regulować wyłącznie ilością zaparzanego napoju. Zawsze, bez względu czy używam kawy sypanej czy w ziarnkach mogę wybrać 40ml, 120ml 2x40ml lub 2x120ml.
Mogę ustawić też temperaturę kawy. Zdaje się, że przy przeglądaniu instrukcji obsługi mignęła mi opcja zmiany ilości napoju, ale nie odczuwałam dotąd potrzeby testowanie tej możliwości.
Kawa, po ustawieniu mocy, jest dobra. Odpowiednio mocna, odpowiednio gorąca. Gdybym chciała się bawić w spienianie mleka miałabym to mleko też gorące. Jedyny mankament urządzenia to poziom hałasu. Sama praca urządzenia jest dość głośna, młynek jest jeszcze głośniejszy, a już alarm drze się tak, że umarłego by podniosło.  Jeśli więc któregoś poranka ten alarm mi się włączy to będę mogła zemścić się na sąsiedzie z góry za jago dzieci łomoczące od świtu.
EM po dwóch dniach nawiązywania znajomości w maszynką orzekł, że są to najlepiej wydane pieniądze na sprzęt domowy. Nie lubię się zgadzać z moim mężem, ale mimo usilnych starań  nie znajduję powodu by się z nim sprzeczać. Chyba mi język uschnie ale muszę się z nim zgodzić.
Pytanie jak długo to cudo podziała? I co jak się popsuje? Pocieszam się, ze De Longhi to znana firma, więc z serwisem nie powinno być problemu.
Tak więc teraz siedzę, piszę, popijam kawę z mlekiem migdałowym i cieszę się perspektywą weekendu.
Wczoraj napisałam scenkę, z której jestem dość zadowolona…
Dziś mam w planach kolejną. …chcecie przeczytać tę z wczoraj?
Powoli zbieram się do zamykania roku u klientów.
Pogoda jest durnowata. Jeden dzień pada. Na drugi zamarza. Potem odmarza. Potem pada. Potem zamarza. I tak w koło Macieju.  Jak piszę, że pada, to nie mam na myśli śniegu. Śnieg to na Saharze, a nie w Szwecji.
I czy ja się chwaliłam, że kupiłam sobie na wyprzedaży w niesławnym H&Mie czerwoną kurtkę? CZERWONĄ! Jest cudna, żywa, ale nie jaskrawa. Jest lekka. I długa do kolan. Jasne, że ma wady, to H&M więc kto wie co się z niej zrobi po praniu. Porozłazi się w szwach albo cała ocieplina zbije się w jeden kłąb. Każdy wie, że ich ciuchy wytrzymują tylko do pierwszego prania. Ale co tam, tania była naprawdę więc nawet jak jedną zimę odpękam to już będę zadowolona.  Ale co najdziwniejsze, to to że na kurtce jest rozmiar 44. I nie tylko wchodzą mi ręce w rękawy, ale nawet w biuście mam luz. Świat się kończy! Od lat co najmniej pięciu nie znalazłam ubrania tej firmy, w którym bym się zapięła. A tu proszsz…
Poza tym obejrzałam po raz kolejny serial Dom. Z niesmakiem i z zachwytem. Z niesmakiem oglądałam wątek Leszka, bo jest nie tylko kiepsko napisany, ale i kiepsko zagrany. I w co chwilę pada: jest mizoginem. Jest mizoginem. Z różnych ust, jakby nie można było tego inaczej powiedzieć. I ten Stockinger szepczący nawiedzonym głosem „chooodźźźź”.( Nie mogłam się zdecydować czy nawołuje jak stwórca czy jak facet wabiący babę do łóżka).
Te powtórki tych samych stwierdzeń były denerwujące tez wątku Niki. Dostaję małpiego rozumu – mówi ona o sobie. Potem powtarza to jej przyjaciółka, potem chyba Andrzej…No ludzieee…
Pod koniec serialu przestałam lubić Andrzeja i Mundka. Jakimi dupkami obaj się stali! Dobrze, że Mundzio jednak uległ kolejnej kobiecie.
Ale ogólnie lubię ten serial i pewnie nie raz jeszcze do niego wrócę. Fajnie byłoby zobaczyć kontynuację, co wyrosło z Talarów, ale o tym sza, bo jeszcze obecny prezes TVP się za to weźmie i …
A poza tym to się nic nie dzieje.

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Codziennik. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „106. Ekspres i nie tylko

  1. Nie_ty pisze:

    Dobrze, że jesteś zadowolona. Ja używam taki jak twój wcześniejszy, tylko innej firmy i jestem bardzo zadowolona – z ciśnieniowych smakuje mi tylko w knajpach, gdzie mają takie ekspresy za sto tysięcy. U moich rodziców cierpiałam pijąc rozpuszczalna, wczoraj wróciliśmy i już się cieszę na dzisiejszą kawę:) z mojego przelewowy:) ważne jest też jaka kawa – od kiedy spróbowałam lavazze nic innego mi nie pasuje:)

    • Kat pisze:

      oooo, tak lavazza! tylko lavazza! Z przelewowego kawa była dobra, ale jest jeden mankament: nie da w normalnej wielkości przelewowym zaparzyć 250ml kawy. A ponieważ na co dzień w domu kawę pijam tylko ja, to parzenie większej ilości było zwykłym marnotrawstwem bo eM chodzi do pracy na 6:45 wraca ok. 16:30. Poza tym parzenie w przelewowym zajmuje zbyt dużo czasu, który wcześnie rano jest cenny.
      Teraz eM przed wyjściem z domu wypija naparstek espresso zamiast w pracy pić paskudztwo z automatu.

  2. Krystyna pisze:

    Ja lubię kawę z kawiarki, podobnej do tej co Ci się popsuła. I bardzo chętnie przeczytam to co ostatnio napisałaś! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *