110. Jestem meteopatką!

Zima trwała tydzień. W poniedziałek wieczorem i wtorek rano jeszcze panował mrozek, ale z nadciągających z południa chmur można było odgadnąć, że coś się zmienia. I zmieniło. We wtorek wieczorem już lało i wyło.
Gwałtowna zmiana pogody sprawiła, że wybudziwszy się o północy z pierwszego snu resztę nocy spędziłam szukając wygodnego miejsca na poduszce, pijąc melisę z pomarańczą, czytając i przeglądając różności w internecie. Gdy wreszcie ponownie zasnęłam była czwarta. Półtorej godziny później trzeba było wstać.
A potem zaczęła się migrena…
Widok maili w skrzynce obudził we mnie bardzo złe instynkty. To samo sprawiło powiadomienie o smsie. Resztkmi instynktu samozachowawczego  postanowiłam oddalić się od komputera, a telefon ustawić w opcji samolotowej, bo co ci biedni ludzie winni, że się pogoda zmieniła?  NIC. A co winna ja? Też NIC.
Dzień przetrwałam. Jakoś.
Nic nikomu nie zrobiłam, niech mi to będzie policzone na plus. A mogłam, i nawet miałam takie chęci.
Dziś lepiej, jak zawsze po niemocy napływ energii.
Oraz dręczące zagadnienie: jeśli średnio lubiany członek rodziny rodziny krytykuje bliskiego mojemu sercu innego członka rodziny to czy właściwym jest, że ja się z tą krytyką zgadzam? Że uznaję ją za słuszną? I dlaczego w takim razie czuję niejaką złość na krytykującego i zwyżkę niechęci do tegoż? Nie powinnam być zła na krytykowanego?
…z rodziną to jednak prawda, że najlepiej na zdjęciu…
Oraz na pysku ma coś przypominającego tarkę do ziemniaków. Chyba ta melisa z pomarańczą…Albo co?

Ten wpis został opublikowany w kategorii Codziennik. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „110. Jestem meteopatką!

  1. Nie_ty pisze:

    Nienawidzę tarki na pysku! Ani wybudzania! A reaguje tak na różne rzeczy
    U mnie na razie działa przytulenie się do małego czlozwierza obok, ale w końcu trzeba będzie ją wykwaterowac.

Możliwość komentowania jest wyłączona.