114.

W sumie to nie mam nic do powiedzenia…
Bo w zasadzie nie dzieje się nić takiego o czym mogłabym pisać. Życia towarzyskiego ani pracowego nie uprawiam, a to wszak jest zawsze temat…Jak nie ma o czym to choć na szefa człowiek ponarzeka. A jak tu narzekać na siebie samą?
Życie rodzinne to byłby temat, ale …No wiecie.
O pogodzie mogę napisać, o.
Luty się wziął i zawziął i wziął się do roboty. Chyba chce jakoś zrehabilitować swoją drużynę ( a nie, właśnie, że nie użyję słowa TEAM choć albo może właśnie dlatego, że tak nachalnie się pcha). Zatem luty nie próżnuje, robi co może, ale mu tam ktoś nawala ciągle z dostawami śniegu przez co mamy odrobinę skamieniałej szarości w mieście. Jak znam życie to się dostawcy wszyscy wyrobią w jednym czasie, najpewniej w kwietniu i wtedy dostarczą nam hurtowo owe zamówione śniegi…
Tymczasem mamy więc mróz, choć bez przesady. Jakieś tam -7 w nocy się trafiło a za dnia temperatura utrzymuje się w okolicy ZERA. Czasem spada do -1. A ponieważ w poprzedni weekend wiało jak wściekłe to wokół jeziora mamy ciekawe formacje lodowe. (Zdjęcia kiepskie bo z telefonu)

Swoją drogą ten nasz Wener zamarza błyskawicznie, pewnie dlatego, że w przy brzegach jest płytkie, dopiero bardziej na środku się pogłębia, dochodząc do 100 metrów.
Wczoraj wieczorem mąż urządził mi wycieczkę.
Jest takie miejsce, 13km od miasta. Płynie tam rzeka, nad rzeką jest stary kamienny most, a obok stoi młyn. Miejsce jest urokliwe zawsze, a jakiś czas temu podświetlono most. Jeszcze nie widziałam i właśnie wczoraj pojechałam. Z aparatem.
Jest rzeczywiście magicznie.


PannaS jutro leci do Polski z „macochą” i rodzeństwem.  Więc ja oczywiście już przed zaśnięciem widzę różne okropności.
To jest koszmar mieć takie coś w głowie. Tak jak wczoraj: robiłam sobie zdjęcia, eM siedział w samochodzie. I naraz wylazł. I zaczął łazić. I polazł w kierunki kładeczki, którą można wypatrzyć pomiędzy gałęziami przy prawej krawędzi zdjęcia najniższego. On dopiero szedł w tym kierunku a ja już widziałam jak on na tę kładeczkę wchodzi, kładeczka pęka pod ciężarem, on ląduje w rwącej wodzie…Tudzież wywija orła na oblodzonej kładeczce i ląduje w rwącej wodzie…I tak dalej i tak dalej.
– Tylko tam nie wchodź…- wyrywało mi się co chwila bo miejsc gdzie można wejść i spektakularnie zlecieć jest dookoła kilka. Aż się fuknął do mnie, że nie jest dzieckiem.
No nie wiem, nie wiem…Z głowy bym miała takie projekcje, że wlezie tam, gdzie margines bezpieczeństwa żaden?
Po czym, już w aucie, dokonałam szybkiej psychoanalizy i…Tak. Jestem tchórzem. Okropnym. Nie wejdę nigdzie, nie zrobię niczego póki nie mam stuprocentowej gwarancji bezpieczeństwa. Nie i koniec. Nim gdziekolwiek postawię stopę mój mózg wyświetla film z tysiącem zagrożeń jakie w danym miejscu na mnie czyhają. Nie zeskoczę, nie zjadę rowerem, nie wejdę, nie wychylę się…
Jest to okropne i nie do pokonania. Może dlatego podziwiam zdobywców gór, bo robią to, co dla mnie jest całkowicie nie do pomyślenia?
Mam o czym myśleć.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Codziennik. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

10 odpowiedzi na „114.

  1. Ewa pisze:

    Kurczę, mam tak samo! Same czarne scenariusze. A przy trybie pracy dziecka B., to wariuję w głowie. We czwartek zabrał dziecko K. i pojechali samochodem do Rygi. Na noc. Popracował w piątek i wrócili o północy. Wnuk szczęśliwy i zadowolony, a ja, oczywiście, walczyłam z demonami. I tak ciągle. Staram się ogarnąć, ale to trudne jest, oj trudne…

    • Kat pisze:

      Ewa, a może to normalne jak się ma rodzinę? Może tak mają wszystkie kobiety? Kiedyś czytałam wyznania kobiet, które mówiły, dlaczego żałują, że zostały matkami. I jedna opisywała właśnie ten permanentny stres i strach o nich wszystkich.

  2. czarnawiewiorka pisze:

    I ja mam tak samo. Kiedy na świat przyszły moje dzieci to czarnowidztwo zapanowało w mojej głowie. Wcześniej chodziłam w góry, zdobywałam szczyty i nic nie było mi straszne.

  3. czarnawiewiorka pisze:

    czytałam ….tylko w niedoczasie nie pisałam. Pozdrawiam

  4. Kristofka pisze:

    Nic dziwnego, wiekszosc kobiet ma ten „strach” zakodowany w genach. Ja tez :-))))
    Pozdrawiam!

  5. Nie_ty pisze:

    Hehe ja też mam, ale staram się odpuszczam. Szczególnie, jak nie mam na to wpływu. Nie trudno wpaść w czarna studnie, a potem nerwica. Już wiem, że mam tendencje, więc muszę pracować nad tym. Ale jak sobie przypomnę co wyrabialam jak byłam młoda, to włos mi się jezy 😉

    • Kat pisze:

      czyli wszystkie tak mamy…Muszę zapytać mojego kolegi, który jest jedynym przedstawicielem męskiego gatunku, które jest jednocześnie „moją koleżanką”, czy ma taki nerwice.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *