116

Wczoraj dokonałam akcji spektakularnie samobójczej i to na froncie zewnętrznym jak i wewnętrznym.
Przede wszystkim, jak zawsze, najpierw powiedziałam, potem pomyślałam. A w zasadzie napisałam i i skrytykowałam pewną okładkę pewnego magazynu*. Pół internetu dało mi lajka, pół oblało mnie szambem, ale miałam tyle przytomności, by omijać wątek wielkim łukiem. Niestety, koleżanka temat podniosła, odpowiedziałam jej i znowu zrobiła się dyskusja, która nawet była na poziomie do pewnego momentu. Potem wylazła z dyskutantów Polska i zaczęto słać pod adresem moim oraz tych co podzielają mój pogląd intelektualne szpile choć do otwartego hejtu jeszcze nikt się (wtedy) nie posunął.
W tym momencie podziękowałam za dyskusję. I wyszłam z internetu postanawiając, że nie wrócę póki burza się nie przewali.
Mogę tylko w skrócie powiedzieć: brak wyboru co do tego CO mam myśleć nie jest ok. I nie ma najmniejszego znaczenia czy jedynie słuszne zdanie narzuca skrajnie prawicowa kato-prawica czy wręcz przeciwnie.
W ramach oddalania się od internetu szukałam więc zajęcia.
Kilka dni temu moje wirtualno-realne kółeczko opanował amok włóczkowo chustkowy.  A ja po długich poszukiwaniach wreszcie znalazłam dwa motki tej miodowo-żółtej włóczki, którą kupiłam jakieś 3 latat temu na czapkę dla PannyS. Czapka nawet powstała, ale ja nie umiem w żadnym wypadku podążać za instrukcjami, więc wstyd było ją pokazać. I tak zaległa na dnie szafy a potem przysypały ją różne ścinki, stare dżinsy…Teraz ją odkopałam i  przyszło mi do głowy, że byłaby z tego piękna chusta. Tylko kto mi ją zrobi? Nie będę wszak dwóch motków wysyłać tam i z powrotem.
No dobra, korciło mnie, bo znalazłam prosty jak konstrukcja cepa opis jak taką chustę zrobić.
No i się zabrałam do roboty.
Mąż dostarczył mi drugi sezon Belfra.
W efekcie o godzinie 1 w nocy zamknęłam komputer zesztywniałymi rękami. Kciuki dziś mnie chyba nienawidzą…
Belfrem tzn. zakończeniem jestem zdegustowana bo jest tak surrealistyczne, że, jak napisał ktoś na filmwebie, tylko kosmitów zabrakło. Scenarzysta przekombinował, poszedł w tanią, wyssaną z palca sensację. A można było logicznie i prosto do celu.
Do przedostatniego odcinka ten serial się jeszcze jako-tako broni. Po ostatnim człowiek jest podwójnie rozczarowany. Fabuła to jedno. Tyle emocji, fantastycznej gry aktorskiej i pracy całej ekipy by dostać TO.
I tak upłynęła mi sobota.
Pies nerwowo chodzi, trąca mnie nosem. Trzeba się zbierać

 

*Specjalnie nie podaję nazwy magazynu bo nie zależy mi na wyskakiwaniu w wyszukiwarkach i hejtujących tłumów tuttaj.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Codziennik. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „116

  1. Ewa pisze:

    A’propos okładki, masz rację!

    • Kat pisze:

      Cieszę się, że mamy to samo zdanie. Ale nawet gdyby nie…czy to nam nie pozwala darzyć się sympatią i szacunkiem? Czy pozwala na narzucanie swojego punktu widzenia? Przecież nie.

  2. nie_taka_zla pisze:

    podzielam Twoje zdanie, choć na portalu się nie wypowiedziałam, przewidując, jaka będzie reakcja

    • Kat pisze:

      rozumiem i podziwiam opanowanie. Ja się czasem nie umiem powstrzymać a potem muszę się chować 😛

  3. Krystyna pisze:

    Co do magazynu to właściwie nie mam zdania. Ani mi się podoba ani nie podoba. Co prawda nie miałam go w ręku, widziałam tylko w telewizji. Belfer też mi się podobał do przedostatniego odcinka. Ostatni był beznadziejny. Dla mnie to nie było żadne rozwiązanie. Totalnie się pogubiłam, ale okazało się, że takich niekumatych więcej…

  4. batumi pisze:

    „amok włoczkowo chustkowy” – podoba mi się, pożyczam 🙂
    No i pokaż chociaż kawałeczek, co Ci tam wychodzi!! Uwwwielbiam zarażać innych rękodziełem.

Możliwość komentowania jest wyłączona.