120.

Słonecznie i mroźnie. Nawet byłoby nieźle, ale wieje a to sprawia, że odczuwalna jest co najmniej dwukrotnie niższa. No i jak tak wieje to nie ma co się ubierać bo cokolwiek na siebie człowiek założy to i tak ten wiatr ciepło wywieje w kilka chwil.
Spacery z psem  zatem są krótkie. Tym bardziej, że noga dokucza. Kolano oraz okolice z połową piszczeli zrobiły się gustownie żółte. Pięknie. Iść powoli po prostym to dam rady to już jakiekolwiek inne ruchy są bolesne. Ani kucnąć, ani się wspiąć, ani szybciej podejść. Więc siedzę w domu. Co ma swoją dobrą stronę, patrz pierwsze zdanie.
Słońce mi świeci w kuchenne szyby co sprawia, że widać jak bardzo są brudne i jak bardzo się proszą o mycie, no ale przecież nie w taką pogodę. I nie z tą nóżką.
Czy ja pisałam, że Litwinka dostała pracę? Ale taką prawdziwą pracę, w  zawodzie.
Litwinka (pochodzi z Wilna, mówi po polsku taki pięknie zaciągając) dawno temu zrobiła studia w Toruniu, chyba jakieś zarządzenie. Potem robiła różne rzeczy w różnych miejscach, między innymi prowadziła przedstawicielstwo firmy jubilerskiej w Warszawie.
No a potem zjechała do Szwecji. I rozpoczęła karierę sprzątaczki w Sztokholmie, bo jako przybysz z dzikiego kraju do niczego innego się przecież nie nadaje i „e tam, te wasze fakultety”. A jak się przeniosła do mojej Mieściny to nawet kariera konserwatora powierzchni płaskich była nie dal niej.
Mieścina leży na najbardziej rolniczym terenie całej Szwecji i to podobno wpływa mocno na mentalność ludności. Mentalność, która wyraża się  przekonaniami, że owszem, wszyscy jesteśmy równi, ale MY jesteśmy równiejsi. Wszyscy możemy kandydować na dowolne stanowiska, nikt nikomu nie broni ubiegać się o pracę inną niż opieka nad NASZYMI staruszkami, a w ogóle to wy tam na wschodzie to dziwni jesteście i na  pewno głupsi i mniej wykształceni od NAS.
No i Litwinka poszła na studia podyplomowe w Szwecji. Rok później niż mogła bo…jakaś oferma w rekrutacji nie zauważyła, że Litwinka ma wykształcenie z innego niż Szwecja kraju i pierwszego roku odrzuciła z powodu braku wymaganych punktów.
Poszła. Jeździła dwa lata do Goteborga, latem pracowała na dwóch etatach z przerwą na 6 tygodni stażu…w Japonii.
Studia skończyła prawie, bo miała pisać pracę dyplomową, ale miejsce gdzie miała pracować nie dostało dotacji z Unii i praca poszła. A na podstawie tej pracy miała pisać pracę dyplomową.
Rok szukała pracy.
Że staż w Japonii i doskonałe po nim opinie? No i co z tego, jak „przykładamy dużą wagę do tego by pracownik personalnie pasował do naszego zespołu”. A Litwinka ma 40 lat, wyrosła i dorosła w innej kulturze, kulturze, którą Szwedzi uważają, za „głupszą” według słów jednego znajomego. Szweda. Ożenionego z inną Litwinką.
Miło, prawda?
Moja Litwinka już miała różne zjazdy, z rozpaczy zaczęła rozważać pracę w USA, bo okazało się, że dla Amerykanów nie jest głupsza.
No ale wreszcie coś drgnęło. Zatrudnili ją wreszcie i to do tego, czego uczyła się w Szwecji. Ona cała przerażona na początku, bo czy ona potrafi, a okazało się, że w pierwszym tygodniu rozwiązała im masę problemów i jeszcze zaoszczędziła im kasę.
No ale happy end to będzie jak po okresie próbnym dadzą jej umowę na stałe. Póki co…w każdej chwili może usłyszeć, że kulturowo jednak do zespołu nie pasuje.
Co znaczy kulturowo? To może znaczyć wszystko: od tego, że jej szwedzki brzmi obco, choć jest poprawny i zrozumiały po to, że nadmiernie eksponuje swoją płeć przez to, że ubiera się jak kobieta, maluje i ma manicure. Nie, nie nosi dekoltów do pasa, mini do pół tyłka, makijażu kładzionego szpachlą, ale…
Jak mówi moja koleżanka: Szwedki strój odświętny tym się różni od codziennego, że pod tę samą, dżinsową spódnicę założy legginsy wykończone koronką. A podkreślanie płci w takiej np. Polsce polega na tym, że mężczyźni nie chodzą w różowych sweterkach a kobiety noszą sukienki nie tylko na Sylwestra.
…Dobra, teraz to pojechałam, ale ja naprawdę tak widzę społeczeństwo Mieściny i nie tylko. ..
Zatem Litwinka ma pracę i cieszymy się. Póki co…Choćby tym, że wizja wyjazdu jedynej osoby z którą mogę pogadać o czymś więcej niż o pogodzie na razie się odsunęła.
A wczoraj obejrzałam na cda Pod Mocnym Aniołem.
I powiem, że choć dałam temu filmowi 8 na filmwebie to trudno mi powiedzieć, że to sztuka. Sztuka dla mnie jest opowiedzieć o takich rzeczach nie dosłownie, nie wprost.
Próbowałam czytać książkę, próbowałam jej też słuchać…
Ale może tematyka zbyt blisko leży moich własnych doświadczeń (jestem DDA ) i dlatego jak dla mnie to wszystko jest zbyt dosłowne. Niech się tym ekscytują ci, co nie znają z autopsji. Dla mnie takie dzieła to guzik do „UCIEKAĆ!”

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Codziennik. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.