123. Dwa lata

Całe życie byłam najmłodsza.
Młodsza córka. Najmłodsza wśród czeredy dzieciaków ciotki Maryśki i najmłodsza na spotkaniach rodziny ze strony ojca.
Potem dorośliśmy. I nadal byłam najmłodsza. Byłam tą, do której się mówi z lekceważeniem „życia nie znasz” na niemal każdy temat.
I zaczęliśmy się starzeć, a ja wciąż byłam najmłodsza. Choć babcią zostałam.
Gdzieś ta „najmłodszość” siedziała mi w duszy i mówiła, że mam czas, młoda jeszcze jestem.
Potem zmarła Baśka. A  ja nadal byłam najmłodsza. Bo była mama.
A teraz ze zdumieniem uświadamiam sobie, że to już dwa lata jak i jej nie ma.
I nagle stałam się najstarsza. I nie mam już do kogo zadzwonić i zapytać:
„a jak to było z tym jak Stary Kocur zabrał Małego Kotka na łajdactwo?”.
Ojciec kiedyś coś takiego opowiadał, chciałam powtórzyć, i nie pamiętam.
I straszne jest to uczucie, gdy ręka sięga po telefon, a mózg mówi „abonent bezczasowo wyłączony”. I dziwne.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Codziennik. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.