128. O katarze i pryncypiach

Wiosna przyszła. A wraz z nią tradycyjna wiosenna infekcja w wyniku której umieram. Nie wiem na ile te strugi z nosa to wirus, a na ile alergia. Tak czy siak przespałam wczoraj cały dzień.
A poza tym mam dylematy egzystencjalne.
Na przykład,
Zrobiłam ciasto na święta. Jak zawsze wszyscy się o coś tam upominają, jęczą, że tak mało po świętach leży to i czeka w lodówce aż ktoś zje lub wywali.  Współlokator zwany inaczej eM deklaruje, że on to ciasto zje.
– To jedz, na zdrowie nawet wszystko – mówię – Mnie jakoś nie smakuje.
(Mnie ostatnio nic nie smakuje.)
– Taak? To znaczy zjedz bo nie dobre? – pyta Współlokator lekko jakby urażony.
Naprawdę? Popełniłam nietakt mówiąc szczerze?
Naprawdę, nigdy się nie nauczę kiedy należy mówić prawdę a kiedy kłamać.

Albo.

Dać drugą szansę  pewnej znajomości czy jednak nie?

I jeszcze w kwestii serialu This is us.
Dlaczego ten drugi sezon mi nie podchodzi. A już Święty Jack Pearson w ogóle nie.
Ostrzegam, będę zdradzała szczegóły więc jak ktoś nie chce wiedzieć, niech nie czyta.
Jest taka scena, gdy Jack i Rebecca kupują auto.
Cała rodzina się napala, no ale samochód jest drogi.
Jack zostaje sam na sam ze sprzedawcą i go przekonuje by mu to auto jednak sprzedał dużo taniej.
Mnie ta scena wręcz zirytowała.
Po pierwsze: rodzina ma niezbyt wielki budżet, a wielkie auto to duże koszty paliwa i ubezpieczeń. W filmie nie jest powiedziane czy płacą gotówką czy biorą na kredyt, co nie zmienia faktu, że przekraczają budżet. I Jack decyduje o tym całkowicie sam. Do tego sprzedawca samochodów ulega perswazji jakiegoś obcego faceta, który peroruje, że jego rodzina jest wyjątkowa.  Really?
Miało być „och, jaki ten Jack zaradny i jak dba o rodzinę”. Wyszło jak wyszło.
Poza tym scena gdy Jack wbiega do pożaru po psa. I to jeszcze rozumiem, ze poleciał tego psa ratować. Ale scenarzyści poszli dalej i Jack uratowawszy psa, poleciał do płonącego salonu po jakieś tam pamiątki. Naprawdę? Wali się płonąca chałupa, a facet lata po chałupie i zbiera albumy i jakieś tam bibeloty? Już pomijam nierealność tej sceny, ale wiecie co? Ja chyba nie byłabym zachwycona…
Ale oczywiście, ja funkcjonuję inaczej niż większość ludzi. I możliwe całkiem, że nie mam racji.
Znowu mnie powala osłabienie więc tymczasem, borem lasem…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Codziennik. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.