130.

Prognoza na dziś wygląda wręcz jak marzenie: 16 stopni i deszcz…
No nie wiem, na wszelki wypadek nie wierzę, zwłaszcza w te 16 stopni.
Narcyzy na skarpie przy rzece wylazły. Jeszcze nie kwitną, ale już są wysokie. A krokusów na drugiej stronie jak nie było tak nie ma. Ani cebulicy.
Mewy wróciły, wrzeszczą jeszcze nad wodą, ale już niedługo, jak tylko pojawią się ogródki mewy wlecą do miasta. I będą drzeć dzioby. Póki co w drzewach przy ulicy, w parku piszczy, kwili, brzęczy, dzwoni, krzyczy…krótko mówiąc: ptasie radio.
Wiosna.
Zjeżenie mi się układa, wygładza, znów staję się łaskawsza dla bliźnich ze wszczególnym uwzględnieniem Współlokatora.
No ja wiem, wiem, że w sumie to on nie jest winny temu, że jestem kolczasta, nieprzystępna, zamknięta i otoczona zasiekami z każdej strony. I że za chiny ludowe nie umiem inaczej. Taka karma, nie?
Póki co cieszę się tą wiosną, co dzień obiecując sobie, że jutro to już na pewno zamiast jeść nadmiernie pójdę pokijkować, jutro, albo nawet już dziś po południu. Potem przychodzi owa chwila i… Wieje, piździ, książka ciekawa, film, rozmowa, sto powodów…Jutro…
Swoją drogą najbardziej wkurzające jest to, że nie mogę tak normalnie funkcjonować. Jestem senna przez cały czas, właściwie nawet w tej chwili najchetniej położyłabym się spać. Żyję czekając na wieczór by wreszcie z czystym sumieniem iść spać. I śpię, aczkolwiek budzę się kilka razy w nocy. No chyba, że przyjdzie pełnia…Wtedy sypiam jak zając pod miedzą…A dzień nadal snuję się senna.
Noż…
Co mam zrobić, żeby do licha mieć więcej energii?
Wiem. Więcej się ruszać, mniej jeść, ograniczyć węglowodany. Ale wtedy robię się nieszczęśliwa. I zła. I wredna.
I tak w koło macieju.
Jak ja bym chciała tak nie mieć.

Poza tym przyjaciółka mnie ignoruje i jest mi przykro. Przestaję stukać.
Kiedyś stukałabym w zamknięte, ignorowała sygnały…I cierpiała z upokorzenia i odrzucenia.
Więc dziś się po prostu wycofuję. „Mam już na koncie większe straty” -myślę. I robię kolejny krok do tyłu.
Też chyba niedobrze, ale strach przed kolejnym odrzuceniem jest silniejszy.
W sumie, może o to chodzi. Zostać samemu, nie potrzebować nikogo, a przynajmniej trwać w przekonaniu, że skoro i tak zostanie mi odebrane, to lepiej się otorbić, przygotować zawczasu.
I tak se trwam. Coraz bardziej pojedynczo.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Codziennik. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „130.

  1. malwa51 pisze:

    Mam tak samo z jedzeniem, w Polsce jak sie rozzarlam ze szczescia to chyba z 5-6 kilo nabilam w miesiac:) jak mnie chlop po przerwie zobaczyl to sie zdziwil….
    Przyjdzie *prawdziwa* wiosna, taka z lisciami, ptakami i roznym zwierzem tu i owdzie, to mysle ze bedzie Ci lepiej. Nic tak optymistycznie nie nastraja i koi nerwow jak przyroda. Tak mysle. Niby-wiosny i nie-zimy, wszystko jedno gdzie, tez nie lubie.
    A takiej Tosi – to nikt nie ma!

  2. nie_ty pisze:

    Niestety, trzeba się zmuszać. Nas ratują dojazdy do pracy – dodatkowo 3 km w jedną stronę, czyli 13 dziennie a czasem 26 jak mam na rano i po południu. Ale już się boję co będzie jak semestr się skonczy:)

  3. 4_dina pisze:

    Hummm, cos chyba wiem na ten temat, bo ja tez tak, pojedynczo, coraz bardziej najezona kolcami, coraz bardziej nieufna … Nigdy nie mialam wielu znajomych, a teraz nie mam ich wcale. Probowalam tutaj kilka razy, ale na poczatku bylo: „jaka Ty jestes super … ” a po trzech, czterach spotkaniach przestawalo sie odpowiadac na moje SMS-y i maile … W pracy tez ludzi nie widuje, ostatnio kolezanka mnie polecila i juz dostalam klucz, pieniadze na konto beda szly, ale facet ma dwa koty, kotka mnie juz lubi, bedzie do kogo zagadnac.
    A z tym ruchem, to tez tak podobnie mam wiem, ze powinnam na spacer, bo bede sie lepiej czuc, a moze nawet lepiej spac … ale szydelko, ksiazka, film … a w tym parku dzikie tlumy i nawet jak pada jest tam calkiem sporo ludzi, musiala bym chyba o swicie.

Możliwość komentowania jest wyłączona.