132. Wiosna, ach to ty

Przedwczoraj zakończyłam „pitolenie” czyli założyłam ostatnią deklarację roczną mojemu klientowi.
Tu się nasuwają rozmaite wnioski i przemyślenia natury kulturoznawczej.
….tu wylałam różne brzydkie słowa na temat starych pryków zajmujących się księgowością przy pomocy liczydła i ludzi nie czytających ze zrozumieniem…
Wiadomo: roczne rozliczenia to dramat zazwyczaj.
No, ale skończone.
W tym roku się połasiłam na zarobek i zrobiłam kilka deklaracji dla osób prywatnych. I cały zarobek przepuściłam potem na PannęS,  heh.
Bo Babciu a ja się przewróciłam, bo mi się sznurowadło rozwiązało. I ja nie chcę mieć wiązanych butów, ale mama powiedziała, że nie trzeba mi kupować innych i jak mówisz, ze chcesz mi coś kupić do ubrania to możesz mi kupić buty, najlepiej takie, żeby się świeciły jak się w nich idzie, ale żeby nie były wiązane, ale na rzepy też nie babciu, bo to dzieci takie mają, takie, żeby gumka była tylko, ale ja sobie wybiorę sama, dobrze, i o te babciu te, tylko te jedne jedyne…
400kr…
Jedziemy do Małpiego Gaju?
Jedziemy, ale, ale…
Panienko, nie możesz jechać w tej koszulce bo krótka jest i luźna i jak będziesz zjeżdżała na zjeżdżalni to sobie plecy poobcierasz…Tak, kupimy po prostu dłuższą…ale nie tą? I tą też nie? I nie tamtą? Ale te co pokazujesz są krótkie i luźne i niczym się nie różnią od tej, którą masz na sobie…Nie płacz, no co ja zrobię, że … Łzy jak groch…Dobrze, a ta? To nic, że droga tak, że sobie bym w życiu nie kupiła choćby mi się nie wiem jak podobała…Ta jest z koronki, pod spodem ma jakby podkoszulkę, którą włożysz w spodnie, a właściwa koszulka jest krótka jak lubisz…tak, może być? Już achaaaa 3 w cenie dwóch? Dobrze, to już weź i tę co miałam ci kupić po wypłacie, i jeszcze coś sobie wybierz…
Ale babciu bo ja bym chciała jakąś koleżankę do małpiego gaju…
Ta nie może, ta nie może, ta nie może. W ostatniej chwili okazuje się, że mogą dwie inne zapytane niezależnie przeze mnie i kogoś innego. Co robić: trzeba wziąć dwie w takim razie.
Wejście 3x. 3x lody, slashe, cukierki…
Ale Panny zgrzane, a ta najważniejsza przeszczęśliwa…
Pies trącał kasę, miało jej nie być, a ten śmiech, to radosne świergolenie na tylnym siedzeniu w aucie nie ma ceny. (Nie mówiąc o świętym spokoju).
I poszszszłooo!
Wiosna poszalała w weekend z temperaturą i znowu pochłodniało. Wieje. Jak zawsze. Wolno, bo wolno, ale rośnie wszystko. Magnolie kwitną. Ptaki drą się tak, że w centrum miasta zagłuszają samochody.
Mam się dość dobrze. Pewnie za sprawą odkrycia Swojego Człowieka.  Fajnie jest po 10latach mieć znowu do kogo pysk otworzyć ot tak, żeby tylko popieprzyć głupotki…
I o.
Za trzy tygodnie Polska. Ach.
Aż mnie mrowi w podeszwach stóp i podkurczam palce.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Codziennik. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „132. Wiosna, ach to ty

  1. Ewa pisze:

    Czekam na spotkanie! 🙂

  2. batumi pisze:

    O, jak się wesoło zrobiło! Ja to jestem ciekawa, czy swoim wnukom też ostatnią złotówkę wydam na głupoty. Pewnie tak…

Możliwość komentowania jest wyłączona.