138.

Obudziłam się przed drugą. I już nie zasnęłam. Możliwe, że podrzemałam – 5 minut – walanie się -5 minut i tak dalej.
Wypiję kawę i jak mnie nie zmuli to popracuję.

Od kilku dni leje. I zrobiło się zimno. Ot i po lecie zdaje się.
Mówiłam, że jak lato będzie wiosną, to latem będzie jesień. No i mamy. Temperatura maksymalna 13 stopni. W czerwcu. Japrdle.

W niedzielę były wojskowe zawody w triathlonie. U nas, w mieście. Jeszcze było ciepło, aczkolwiek deszczyk siąpił. Poszłam z mężem i aparatem popatrzeć. Nie jestem entuzjastką sportów wszelakich, ale odkryłam, że z okresu ostatnich 18 miesięcy mam 2 zdjęcia, które chciałabym wywołać. Dwa! I postanowiłam to zmienić. Napstrykałam zdjęć sportowcom, w tym jedno fajne Polkom tuż po ukończeniu ich występu.

Zaczęło padać, a mnie bolały plecy, namówiłam męża na kawę w kawiarence na Torget.
W kawiarence najwyraźniej rządziła Kawka. ALbo przynajmniej uważała, że ona tam rządzi. Ledwie zajęliśmy miejsce przy stoliku na zewnątrz, pod parasolami, usłyszałam jej głos. Mamrotała coś do siebie siedząc na stoliku nieopodal. Kręciła szarą główką rozglądając się bacznie na wszystkie strony, jasne oczko łypało na przechodzących ludzi. I ciągle gadała. Gadała tonem zaaferowanej gospodyni, która podejmuje gości i musi dopilnować, żeby wszystko szło jak należy.  Ktoś przechodząc machnął na nią parasolem. Odskoczyła, zamachała rękami skrzydłami, wskoczyła na dach (przysięgam, nie pofrunęła, ale właśnie wskoczyła) i dawajże z tej wysokości opierdzielać niegrzecznego gościa. Strasznie była oburzona!
Dawszy upust złości zeszła z dachu i usiadła koło nas, na płotku. Chyba jeszcze nieco gniewna,  lekko zaperzona, zwierzała nam się z chamskich zachowań niektórych ludzi.

Podfrunął jakiś Wróbel zwabiony zrzuconym okruchem. Spojrzała na niego z góry i zagadała coś pouczająco.

Zapytałam czy mogę jej zrobić zdjęcie. Krygowała się przez chwilę, że ona taka zaganiana, zajęta, nieprzygotowana, ale wreszcie przysiadła na oparciu krzesła, upozowała się i zamarła.

Pożegnała się chwilę potem i wróciła do swych zajęć. Znów, gdzieś nad głową słyszałam jej zaaferowane wyrzekania na gości i personel.
Oczywiście, można mi nie wierzyć i wmawiać, że Kawka polowała na kawałek ciasta, ale ja swoje wiem.

Deszcz się rozpadał tak, że organizatorzy zdecydowali, że nagradzanie zwycięzców odbędzie się gdzieś indziej. A wyniki najwyraźniej utajniono, bo nie sposób ich znaleźć.
Torget  i kawiarenka opustoszały momentalnie.

I tylko co wiekowsi Szwedzi dawali świadectwo szwedzkiemu porzekadłu:
Det finns inget dåligt väder, bara dåliga kläder.
Czyli: nie ma złej pogody, są tylko złe ubrania.

Pobawiłam się chwilkę aparatem i poszłam do domu.

I tak od niedzieli mamy pogodę stabilną: stabilnie leje niemal bez przerwy. Wczoraj zdesperowana poszłam szukać kurtki przeciwdeszczowej. Po pierwsze dlatego, że parasol+pies=niemożliwe.
Po drugie, bo parasol+bolące ramię=jeszcze bardziej bolące ramię.
Po trzecie nowa zabawka związana z pogodą =natychmiastowa zmiana pogody na alternatywną. Nie wierzycie? Kupcie sobie przepiękny parasol, albo kalosze. Albo odwrotnie: nowy strój kąpielowy bądź okulary słoneczne czy kapelusz.
Niestety: kurtki, jak to w Szwecji, są w trzech jedynie słusznych kolorach, z tym że odwieczną czerwień zastąpił pudrowy róż. Poza tym można wybierać w kolorach: biały lub czarny. A nie, przepraszam. Jest jeszcze granatowy. Czyli gama kolorów rośnie.

eM poszedł właśnie do pracy. Człowiek mi miga w okienku, że chodź się pointegrować. Kawa wystygła. Pies chrapie, za oknem wydzierają się mewy.
Dzień dobry.
A co u Was?

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Codziennik. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „138.

  1. nie_ty pisze:

    Dzień dobry, też zimno. Ale słońce! A nie ma sztormiakow – żółtych kurtek?

    • Kat pisze:

      chyba jest, ale męski i z gumy…dobrze się w tym chodzi?

      • Nie_ty pisze:

        Dobrze. Ale musi byc miekka guma. Ja mam taki ecru I caly rok w nim chodze – latem na wszelki wypadek’ a w zimie pod niego grub sweter I idealnie:)

  2. ewa pisze:

    U mnie upał straszliwy, ale mają być burze, a od jutra podobnie, jak u Ciebie – zimno i deszcz. Rano miałam Hubisia znienacka, aczkolwiek miło, jak zawsze. Teraz stygnę w domu. Kawa z najmilszego rudego dzbanuszka wypita.

    Ja mam w ogrodzie bandę srok. Skrzeczą donośnie albo mruczą i gadają cichutko. Dziś wkurzały się na psa, że im pod nogami łazi 😉

    • Kat pisze:

      sroki są fajne. Bardzo je lubię. Zresztą…chyba poza mewami lubię wszystkie ptaki, nawet gołębie sraluchy. Tylko mew nie lubię bo są agresywne.
      Deszcz też lubię. W zasadzie. Bo ten potop trudno jeszcze nzywać deszczem

Możliwość komentowania jest wyłączona.