141.

Nie ma dnia żeby ktoś mnie nie zaczepił:
– Ale masz pięknego psa…
Uśmiecham się miło i dziękuję.
Tosia merda ogonem od niechcenia bo ona doskonale wie, że mowa o niej oraz, że jest niezwykła.
Zwykle chwilę po pochwałach na temat tosinej urody padają słowa:
– Dobrze masz z psem, bo masz zawsze powód żeby wyjśc z domu. Nawet jak bardzo ci się nie chce.
Tu się uśmiecham i przytakuję. Bo co będę tłumaczyć?
Ludzie to myślą, że jak mam wielkiego psa to taka aktywna jestem, no bo przecież pies to chce spacerować.
Taaa…Psy może i chcą. P_Sunia chciała, zawsze i dużo. Ale nie Tosia.
Tosia owszem, zna się na zegarku i czasu wyjścia pilnuje. Jak powiem, że idziemy o ósmej to za 5 ósma pies zaczyna latać, trącać mnie nosem i w ogóle uprzykrzać życie. Jak powiem, że o 8:30 to o 8:25 się aktywizuje.
No ale nie idzie na dwór po to, żeby jakieś sporty uprawiać. No a na pewno nie w tych tropikach.
Wychodzimy z domu. Tosia zwyczajowo ciągnie w miasto, a ja do parku. Kończy się oczywiście tym, że idziemy przez miasto, bo co się będę z psem szarpać jak dla mnie wszystko jedno. Dochodzimy do biblioteki, tu pies zostawia mi dowolność, choć czasem lekko się opiera przeciw skręceniu, bo ona by wolała prosto.
Po kilkunastu minutach Tosia załatwia potrzeby fizjologiczne, ja sprzątam i ruszamy dalej…do najbliższego skrawka trawnika, najlepiej w cieniu i przewiewie. Tu Tosia uwala się jak długa i leży tam aż mnie się nie znudzi stać nad nią. Po kilku minutach łagodnej perswazji tudzież środków przymusu bezpośredniego pies wstaje niechętni i noga za nogą wlecze się tam, gdzie ją prowadzę. Idąc pilnie wypatruje kolejnego miejsca w którym można znów się uwalić w trawie.
I tak mniej więcej chodzimy sobie dwa razy dziennie.

Zwróćcie uwagę na paszczę odwróconą, co udaje, że w ogóle nie rozumie o co mi chodzi.
Ostatnio zaprzestałam namawiania Tośki do aktywności, chce leżeć w trawie, niech leży, byle wybierała takie miejsca, gdzie i ja mogę koło niej posiedzieć. Dajcie spokój temperatury tropikalne, kto by się tam jeszcze męczył w tym upale.
Inna rzecz, że pies jest rozbisurmaniony jak dziadowski bicz. Czyli jak mówi Człowiek: zborsuczyła się bura suka. Noce są gorące i ciężko mi się śpi,  a po takich nocach jeszcze ciężej wstaje. Tośka tez się męczy, zaprzyjaźniła się nawet z wiatrakiem i nocami sypia w zasięgu jego śmigieł. No chyba, że wstanę nad ranem, zaspana do toalety…wtedy wracam i mam tak:

A owszem, jasno bo to jakaś 5 rano to pełnia dnia.

A poza tym to eM wPolsce, Yankie pracuje popołudniami więc mam chatę wolną i mogę robić różne rzeczy: np. latać w stroju niekompletnym lub słuchać muzyki na cały regulator.

Wczoraj zupełnym przypadkiem znalazłam to:

Poszłam tropem dalej. W efekcie kupiłam jej pierwszą płytę Parsley. I słucham od rana. I z każdym przesłuchaniem podoba mi się coraz bardziej.  A to tu brzmi równie dobrze gdy śpiewa z Dawidem Podsiadło  na koncercie jak i całkiem sama w studio jak i na pomoście gdzieś nad dużą wodą. Co dowodzi, że jej głos jest prawdziwy.
Posłuchajcie bo to jest coś naprawdę niezwykłego. To powinien cały świat znać.

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Codziennik. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.