143. Głupota. I SKS po prostu…

Od jakiego czasu bolał mnie bark. Bolał i bolał. Myślałam, że to ostatni wygłup mojej suki mi ten ból załatwił, bo jakoś tak się zbiegło. Czekałam, że minie, nie mijało, poszłam do Eriki-kiropraktorki, która mi dwa lata temu życie uratowała, jak mi się coś z dyskiem porobiło. Erika mnie pamiętała najbardziej z tego, jak przyszłam do niej pierwszego dnia prawie nie mogą mówić z bólu.
Zrobiła mi dwa zabiegi w czasie których postrzelała mi z kości, poszarpała mnie tu i tam.
Zostawiła dwa odciski swych palców, ulżyła też memu portfelowi.
Ale minęły ze dwa dni a tu bark nadal boli.
Niby nie mocno, ale tak po południu to już ramiączko stanika stanowiło problem.
Od jakiegoś też czasu wciąż czułam takie dziwne napięcie w okolicach dolnej szczęki.
Dziwne to takie, bo w zasadzie niby nic, ale niewygodnie.
Wygląda na to, że się jakoś napinam na barkach, szyi i szczęce czy co?
Aż tu wczoraj się obudziłam i czuję dziwną obręcz wokół głowy. I wizg w uszach. Oraz koszmarny ból w obu barkach i ciągnięcie szczęki.
Uznałam, że po prostu przesadzam z napinaniem mięśni. Głupia babo czego się spinasz? strofowałam sama siebie, powodu wszak nie masz żadnego, znowu coś sobie składasz. Przypomniałam sobie, że mam nieużywane tabletki na rozluźnienie mięśni co to mi kiedyś jakiś doktor wypisał, że niby na bóle głowy budzące mnie nad ranem mają pomóc. Wzięłam dwie. Na ulotce napisali, że 3tabletki 3 razy dziennie. To mi chyba dwie na raz nie zaszkodzą, nie?
I dopiero jak je łyknęłam to przypomniałam sobie, że może by tak zmierzyć ciśnienie.
Zmierzyłam.
140/90.
Sprawdziłam internety, bo jak zwykle cyfrowe dane mi nic nie mówią. Internety mówiły, że nie jest dobrze. Ba. Tyle to i ja sama wiedziałam. Wizg w uszach się nasilił, do tego doszło jakieś dziwne roztelepanie, senność i niepokój.
Kurde, dostanę wylewu? Przestraszyłam się. Mam wzywać jakąś pomoc? No, nie bez przesady 140/90 to nie jest AŻ takie nadciśnienie, ludzie miewali i po 200 coś tam.
Zapytany internet zaproponował moczenie nóg w ciepłej wodzie i wypicie szklanki wody z cytryną. Moczenie nóg odpadło z prozaicznej przyczyny: nie mam w czym ich moczyć. ALe wodą uraczyłam się skwapliwie.
Faktycznie zaraz po tej wodzie spadło ze 140/90 na 127/90. Ale nadal było mi licho.
Zagadnęłam córkę. Poradziła bym zadzwoniła na taką specjalną linię gdzie udzielają rad i ewentualnie, w razie potrzeby zamawiają wizytę w czymś w rodzaju pogotowia. No i żebym sprawdzała co jakiś czas, bo jakby to 90 wzrosło do 100 i więcej to mam ją zawołać to pójdziemy razem do szpitala na tzw AKUT czyli SOR.
Zadzwoniłam. Byłam 64 w kolejce. Po 15 minutach czekania objawy zaczęły ustępować. Po 20 minutach przypomniałam sobie owe dwie tabletki. Po kolejnych 5minutach, będąc już tylko 15 w kolejce połączyłam kropki i rozłączyłam się.
Głupota bywa uciążliwa i niestety uleczalna nie jest.
Nadciśnienie da się leczyć.
Dziś znowu tylko lekki ból barku i naciągnięta szczęka. 140/90 się wyraźnie we mnie zadomowiło.
Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy: Starość, kurwa, starość.
Wizytę u lekarza mam 27.
Dieta bezcukrowa Wojna z cukrem w toku. Czasem polegam. Ale kawę konsekwentnie piję tylko z mlekiem. Nadal jest tak samo niedobra jak dwa tygodnie temu.  Cóż. Jak mam za wysokie ciśnienie, to kawa bez cukru powoli przestaje być problemem, nie? Po prostu odstawię kawę.
I co mi zostanie z życia? Nie palę, alkoholu nie piję bo nie lubię, słodyczy nie wolno, bo wiadomo, kawę też mam pożegnać. Chyba naprawdę zacznę się rozglądać za marychą. Może nie będę zdrowsza, ale przynajmniej weselsza.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Codziennik. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

18 odpowiedzi na „143. Głupota. I SKS po prostu…

  1. nie_ty pisze:

    A dlaczego słodyczy nie wolno? Czytałam, że eksperymentujesz, ale masz stan przedcukrzycowy czy tak po prostu sprawdzasz?

    • Kat pisze:

      Mam stan przedcukrzycowy.
      Od cukru się tyje i psują się zęby oraz zakwasza organizm. No generalnie biały cukier to zło.
      Wiesz, co innego zjeść kawałek ciasta raz na tydzień czy garść cukierków, albo np. słodkie naleśniki na obiad a co innego jeść tak każdego dnia

  2. ewa pisze:

    Ciśnienie 140/90 to granica, wyżej już nie wolno. Ja się leczę od lat i dla mnie najlepsze to takie 120/60. Ale kawę piję codziennie, czasem dwa razy. Bez przesady z tym wzrostem ciśnienia po kawie. Możesz spokojnie nie odstawiać. Ale może czas na leki…
    Nie wydaje mi się, żeby od nadciśnienia bolały barki; boli raczej tył głowy i rozsadza łeb. I wiesz co, mi mój kardiolog powiedział, gdy go zapytałam, jak sobie podnieść ciśnienie, gdy czasem za bardzo spadnie po lekach – polecił wypić szklankę wody! Więc nie wiem, jak to jest 😉

    Też mam stan przedcukrzycowy, biorę leki i czasem sobie pofolguję ze słodkim, bo kurczaki, nie będę się umartwiać!

    Mierz ciśnienie ze trzy razy dziennie, zapisuj, pokażesz lekarzowi.

    • Kat pisze:

      na razie zapisuję co dziennie.
      Wiesz te dziwne boleści to mi w niedzielę dały taki komplet objawów, więc myślę, że to jednak może mieć coś wspólnego.
      Lekarz w piątek i zobaczymy co dalej.

      • ewa pisze:

        Wiesz, ja mało piję, za mało, więc żeby to jakoś naprawiać, przygotowuję sobie rano wodę z ogórkiem, cytryną, miętą i ew. z czymś, co wpadnie w rękę. Rozlewam do szklanek i stawiam w różnych miejscach – butelka w ogrodzie, szklanka przy komputerze, szklanka na kuchennym stole. I jak mi to naczynie z wodą wpada w oko, to popijam. Wyczytałam, że woda z ogórkiem pomaga regulować ciśnienie, bo zawiera potas, a nie zawiera sodu (a’propos – zmniejsz podaż soli :-), poza tym cytryna odkwasza – wbrew pozorom. W każdym razie taki napój na pewno nie zaszkodzi. Polecam 🙂

        • Kat pisze:

          woda z ogórkiem! Jasne! wypróbuję.
          Ja nie pijam np. wody kranówki. Nie dlatego, że mam jakieś przesądy, ale miejscowa woda z kranu śmierdzi mi …stęchlizną. W całym mieście – na starym mieszkaniu tylko nie śmierdziała, ale u córki, u koleżanek – owszem, więc coś jest na rzeczy.
          Zatem pijam niestety gazowaną, ale mineralną. I staram się wypijać przynajmniej 3-4 szklanki w ciągu dnia + herbatka jakaś + owoce…
          Wiem np., że jak mi zaczyna pulsować w głowie to zanim łyknę tabletkę najpierw wypiję pół szklanki wody i odczekam chwilkę. I często pomaga.
          Cytryna wiem, że wbrew pozorom odkwasza. I używam jej chętnie do wody.
          Sól…to kolejny mój nałóg. Jak okiełznam cukier to wezmę się i za sól…czyli lada chwila.

          • ewa pisze:

            Sól odstaw koniecznie! Ja odstawiłam wieki temu będąc w ciąży z Ulą na polecenie lekarza. I tym sposobem nauczyłam całą rodzinę, że nie koniecznie trzeba wszystko solić. Wiadomo – ziemniaki, makaron, minimalnie do zupy. Ale nie solę wszelkich sałatek i surówek. Tylko zioła, pieprz, czosnek.

          • Kat pisze:

            ło jesuuuu

  3. nie_ty pisze:

    Z tym zakwaszaniem to nie wiem – czytałam, że nie ma czegoś takiego. Generalnie gdy się ma podwyższona kwasowośc to od tego można umrzeć, jest to stan bardzo poważny i chyba nie od cukru. Cukier sam nie jest zbyt zdrowy, to pewne – tylko, że co innego jeść go po posiłkach a co innego na czczo ( np słodkie płatki na śniadanie), co innego w owocach a co innego przetworzony i tak dalej. Poza tym insulinoodpornosc jest bardzo związana z brakiem aktywności fizycznej – nawet bardziej niż z nadwagą. ja nie traktuje jedzenia cukru jak uzależnienia, bo nasze życie zależy od glukozy – musimy ją dostarczać żeby myśleć. Co jest niezdrowe to nagle skoki insuliny, czemu można zapobiegać.

    • Kat pisze:

      teorie są różne, ale jedno jest pewne: cukier jest kaloryczny. No więc walczę z tym cukrem, ze skłonnością do objadania się i z jedzeniem kompulsywnym. Zaczęłabym się ruszać, bo w sumie jak człek jest aktywny to i diety specjalnie nie musi pilnować i zdrowie ma lepsze, ale naprawdę: poczekam aż się choć trochę ochłodzi

  4. nie_ty pisze:

    🙂 bronie tego cukru jak nakręcona! Ale to prawda – bez diety nie ma szans schudnąć – jak biegamy 2 razy w tyg po 5 km to spalam w sumie 700 kalorii. Mniej niż paczek;)

    • Kat pisze:

      Hehe…prawda, że bronisz, ale ja w głębi duszy CHCĘ żebyś miała rację.
      Mnie to już nawet nie zależy, żeby schudnąć, ale dobrze byłoby przestać tyć wreszcie.
      Na poradę w tej sprawie czekam od pół roku. Sama sobie jadłospisu nie ułożę, bo zbyt wiele jest rzeczy, których zwyczajnie nie lubię: awokado, oliwki, oliwa z oliwek, ryby ze szczególnym uwzględnieniem łososia, kurczak, wołowina, fasola – to jest O-BRZY-DLI-WE! Nie będę tego jeść za nic w świecie.
      Mogę jeść zieleninę wszelkiej maści, do tego kartofle bez tłuszczu, ale łososia -NIE bo cuchnie. To samo z oliwą. Awokado nie cuchnie ale ma taką konsystencję…jakby je już ktoś przede mną zjadł. Fuj.
      Itd…Itp…

  5. batumi pisze:

    Dzieje się, widzę, dużo. Koniecznie napisz, co lekarz powiedział, bo jestem ciekawa. Aż strach pomyśleć, jak się u mnie zaczną takie hopy, bo dotąd życie mnie rozpieszczało i nic mi nie jest, chociaż pięć dych zaraz trzaśnie. Jak mnie coś zakłuje, to zaraz panika, jak boli dłużej niż jeden dzień – pewnie umieram. Jedyny lek, jaki od niedawna biorę, to te kochane plasterki na tyłek, dzięki którym znowu mogę normalnie funkcjonować. O, przypomniało mi się, że miałam porządek w wynikach badań zrobić, to idę 🙂

    • Kat pisze:

      phi…do 50 też całkiem dobrze szło. Aż tu z dnia na dzień pyk…i przestało.
      Powiem co lekarz jutro.
      A dziś znowu łeb pęka

  6. ikroopka pisze:

    140/90 nie jest groźne, zapewne gdybyś zmierzyła ponownie i jeszcze raz, byłoby niższe, ale, oczywiście, trzeba kontrolować, taki wiek, wróć, takie czasy;)
    Kasiu, ja z własnego doświadczenia, a mam takie, niestety, gorąco polecam osteopatę! leki lekami, ale osteopatia czyni cuda, naprawdę.

    • Kat pisze:

      ikroopka!! Dawno cię nie widziałam.
      …a w Szwecji nie ma osteopatów. Dobrze, że choć kiropraktorzy są.
      Mierzyłam wielokrotnie i niestety się trzyma…

      • Ikroopka pisze:

        Z tego, co wiem, to wcześniej w Szwecji niż w Polsce powstały szkoły osteopatii. Może zapytasz tutaj?
        https://www.facebook.com/neoReh/
        Namawiam, bo ze mną było źle, a pomógł mi własnie osteopata, np.gdy miałam mieć tzw. kręcz i perspektywe kilku tygodni leczenia farmakologicznego, a po wizycie było po kręczu:)
        Chodze do ‚mojego’ raz na jakis czas i to mnie trzyma w pionie i bez specjalnej przesady mogę powiedziec, że wchodzę z bólem, wychodzę bez.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *