147. Migrena…w granicach normy

No to wychodzi na to, że te nocne ataki bólów głowy są jednak migrenowe. Po szarpance ze szwedzką służbą zdrowia oraz lekarką, która NIE CHCIAŁA zobaczyć problemu, a którą wreszcie pisemnie nieco zjechałam, że mnie lekceważy a ja nie mam jak żyć, wreszcie dostałam receptę na leki przeciwmigrenowe. Na zasadzie: jak pomogą to migrena jak nie- to nie, poszukamy dalej.
No i dziś o 4 rano nadejszła wiekopomna chwila…
Nie wierzyłam w skuteczność, a wiedziałam, że lek ma nieprzyjmne skutki uboczne, bo mnie kiedyś Regina próbę półówką poczęstowała. Cztery godziny, dwa naprokseny później i skrócony spacer z psem później łyknęłam.
Kwadrans później na mą obolałą głową spłynęła ulga. Chaust powietrza…a potem mnie rozjechał walec.
Do tej pory jestem śnięta, ale wszelkie dolegliwości zgadzają się z ulotką. Adam, kolega migrenista i lekarz przy okazji mówi, że po kilku dawkach organizm przywyknie i już mnie ten walec nie będzie rozjeżdżał. Oby.
A poza tym to  za sześć tygodni się przenosimy do większego mieszkania. Co generuje stres i wkurw, ale teraz nie chcę o tym pisać.
Szykuje mi się objazd po Polsce w towarzystwie Szweda czyli służbowy. Mimo wszystko liczę na chwilę przyjemności. Jeszcze nie wiem kiedy…
A poza tym wyskoczyliśmy z mężem do Danii, na północ. Można powiedzieć, że Północną Jutlandię zjeździliśmy od morza do morza. Byliśmy nad morzem północnym, srebrzysto turkusowym, z ogromnymi falami, długaśnymi i pustymi plażami, surferami, wydmami porośniętymi szmaragdową trawą i usianymi bunkrami. Widzieliśmy latarnię morską Rudbjerg Knude zniszczoną przez piasek, stojącą na krawędzi piaszczystego klifu. Widzieliśmy Råbjerg Mile: wielkie, pustynne wydmy w środku lądu. Widzieliśmy wieżę Kościoła Pod Piaskiem (mniejsze wrażenia). Byliśmy w Oceanarium i w Bunkermuseet oraz w Thy National Park. No i wjechaliśmy samochodem na plażę w Hirtshals bo było można, a co? Widzieliśmy wreszcie krzyżujące się  fale w Skagen czyli tam gdzie Bałtycka cieśnina Kattegat łączy się z Morzem Północnym.
Poza Oceanarium, bunkrami i Kościołem pod piaskiem wszystko inne robiło na mnie piorunujące wrażenie. Byłam zachwycona szczególnie światłem, kolorytem i ogromem Morza Północnego. W dodatku te niemal bezludne plaże. Zakochałam się i strasznie tęsknię.
Mieszkaliśmy na kempingach, codziennie innym. Spaliśmy w namiocie, na materacach. Twardo, ale ciepło. Okazuje się, że mój kręgosłup woli twarde, bo się uspokoił. Kempingi wypasione, z gorącą wodą, kuchniami, pokojem telewizyjnym. Luksusy. Inna rzecz, że nocleg tam jest wcale nie taki tani. Ale ma swój urok. Już postanowione, że będziemy tak jeździć tylko musimy sobie kupić większy namiot oraz nieco akcesoriów – w tym coś co może robić za składany płot żeby Tosia mogła jeździć z nami bo tęskni strasznie i płacze jak wracamy. 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Codziennik. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „147. Migrena…w granicach normy

  1. 4_dina pisze:

    Mialam „mile” spotkanie z migrena sobotnio – niedzielne, w poniedzialek bylam padnieta … Moj imbir tym razem sie nie spisal, byl ibuprofen do pomocy, tez nie dal rady … Dopiero w niedzielny wieczor jak walnelam dwa kieliszki wody, to zaczela powoli odchodzic.
    Fajnie, ze bedziecie miec wieksze mieszkanie, ale przeprowadzki nie zazdroszcze …
    Wycieczka super i zdjecia rowniez 🙂

  2. nie_ty pisze:

    Niby stary domek, a okna wypasione;)

  3. batumi pisze:

    Chciałam zapytać o cenę kempingu dla porównania, ale przypomniałam sobie, że nie byliście kamperem

    • Kat pisze:

      nie byliśmy, mieliśmy namiot, ale ceny noclegu pod namiot są podobne jak i u nas oraz w Norwegii więc i kampery kosztuja podobnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *