149. Pokręcona logi(sty)ka

Znowu boli głowa.
Nie odważyłam się i chyba już się nie odważę wziąć tego leku od migreny.
Łyknięte w nocy dwie zwykłe tabletki uciszyły ból głowy na tyle, że daję radę funkcjonować, choć ucisk tu i tam, wizg i inne takie przyjemności.
W zeszłym tygodniu dodatkowo wlazło mi coś w plecy i rano, póki się nie rozruszałam był dramat.
Człek jest naprawdę głupi.
Opowiadam Agnieszce o tematach okołoprzeprowadzkowych a ta mi na to:
– I ty się nadal zastanawiasz od czego cię głowa boli? I plecy?
No tak…
Zatem staram się nie nakręcać i nie przejmować karuzelą.
Bo to jest tak:
Na moje miejsce wprowadza się pani „Ala”
Ja zaś idę na miejsce pani „Beci”
A Becia na miejsce pani „Cesi”.
I teraz genialny pomysł administracji: Ala, Becia, Cesia oraz ja mamy się wyprowadzić do 15 października. Do godz. 11 tego dnia każda z nas ma oddać klucz do administracji.
Czaicie?  Każda ma ten sam termin. I jeszcze ten warunek, że klucz ma być przekazany do administracji. Czyli o 10:55  dnia 15. października każda z nas zapakuje swoje graty na…nie wiem, TIRA? a może po prostu je wyniesie na dwór? Po czym zostawi to wszystko, pójdzie do administracji oddać klucz i poczekać na nowy klucz.
Jak zapytałam panią w administracji jak oni to sobie wyobrażają to powiedziała, że inni sobie dają rade, bo ludzie zazwyczaj wynoszą się wcześniej, i jedna z tych osób może się wynieść już na początku października. Jedną z tych osób jest pani Cesia. Babcia lat około 90, słabo kontaktująca.
Co będzie jak pani Cesia wyniesie się w weekend 12-13-14? Co nam to da? GUZIK.
Pani Ala dodatkowo jest osobą starszawą, samotną, z problemami ruchowymi. Nie ma mowy by sama sobie z przeprowadzką poradziła, musi wynająć firmę. Ale na kiedy?
Dodatkowo mieszkania powinny być wysprzątane na tip top. A firmy oferujące sprzątanie przeprowadzkowe mają wymóg by mieszkanie było już puste.
I proszę: nie mówcie, że debilne zwyczaje, bo ja to wiem, ale to mi w niczym nie pomaga.
Odpuściłam sobie firmę sprzątającą.
W zeszłym tygodniu wyczyściłam lodówkę. W niedzielę wyczyściłam piecyk. Popakowałam swoje ciuchy, bez których już mogę się obyć. W tym tygodniu popakuję kuchnię – zostawiając tylko garnki oraz talerze, szklanki i sztućce. Trudno, będziemy częściej zmywać. A puste szafki mogę już umyć i pozamykać.
Dodatkowo popakuję już szafy z ręcznikami, pościelą, obrusami itp.
eM namówił mnie na zakup Karchera do mycia okien.
Nie jestem przekonana co do efektów, ale nie będę się przejmować smugami. Okna będą umyte, ale jeśli zostaną smugi – trudno.
Dodatkowo muszę pamiętać, by zmienić umowę na pakiet telewizja/internet/telefon oraz na prąd.
Musze zawiadomić klientów by nie wysyłali dokumentów po 1. października bo nie wiem kiedy dokładnie się przeniosę więc żeby dokumenty nie zginęły.
Cała ta logistyka sprawia, że mam problem ze spaniem, bo wieczorami myśli się kłębią.
A dodatkowo tęsknię za PannąS, a ponieważ one teraz za miastem mieszkają to nie mogę jej wziąć na godzinkę czy dwie a potem odprowadzić do mamy.

A poza tym jest jesień. Jest złoto, słonecznie ale zimno. Dziś rano było tylko 5stopni.
Robię zdjęcia. Po zastoju ostatniego roku znowu zabieram aparat gdy jedziemy z psem i zawsze coś tam upoluję. Ale marzy mi się taki mały, bezlusterkowiec ale z wymienną optyką. Znaczy taki kompakcik, ale z tych porządniejszych. Rzecz w tym, że te porządniejsze kosztują tyle, ile mój miesięczny dochód. Czyli dużo.

Oraz irytuje mnie głupota…a raczej lenistwo umysłowe niektórych klientów. Ale to już odrębna historia.
Znowu odkryłam w sobie cechę autystyka. Nienawidzę zmian, zwłaszcza takich na jakie nie mam wpływu. W moim ulubionych sklepie przenieśli dział warzywno – owocowy. Zagotowałam się na miejscu, jeszcze ZANIM zobaczyłam co i jak. Obok kłopotów z patrzeniem w oczy, nieumiejętności odczytywania sygnałów pozawerbalnych, brakiem taktu, kłopotami z rozmowami na tematy inne niż mnie interesujące, nietolerancją dotyku, to dodatkowy sygnał.
Przeczytałam artykuł o autyzmie u dziewcząt. To wcale nieprawda, że występuje rzadziej. Jest rzadziej diagnozowany, a to różnica. Rzadziej diagnozowany, bo dziewczynki są „grzeczniejsze”, skupiają się na maskowaniu ułomności, uczą się jak to robić, bo właśnie chcą być grzeczne, bo tego się od nich wymaga. Dlatego jeśli autyzm nie idzie w parze z upośledzeniem dziewczynki diagnozuje się trudniej.
To ma sens…
A jak przypominam sobie siebie z dzieciństwa…Gdybym dziś zobaczyła wycofane dziecko, które najchętniej spędza czas w szafie, które nie umie rozmawiać, patrzeć w oczy, nie lubi być przytulane i brane na kolana…
Być może to wciąż te same dywagacje „co jest ze mną nie tak”, że zawsze i zawsze nie czuję się na swoim miejscu. Może to, może co innego? Ale fakt, że Yankie też ma cechy wskazujące, że może się mieścić w spektrum. To dlatego mamy taki dobry kontakt i się rozumiemy.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Codziennik. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „149. Pokręcona logi(sty)ka

  1. kristofka pisze:

    No ladnie, ladnie :-))) ciagle sie dziwilam, dlaczego nie lubie sie przytulac i siadac na kolana a to okazuje sie AUTYZM. I co ja mam teraz zrobic??? Przeciez nikt nie bedzie chcial wziac na kolana i przytulac starszej pani, bo nawet Swiety Mikolaj (chyba 30 lat temu) nie chcial tego zrobic, mowiac, ze to tylko dla dzieci to jego przytulanie i na jego kolanach siadanie :-))))

  2. batumi pisze:

    Oj, współczuję tej przeprowadzki, straszne zamieszanie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *