153.

Przeprowadzka już w piątek.
Mieszkamy jak ludy wędrowne, po chałupie walają się kartony spakowane i puste, szmaty, śmieci większe i mniejsze, różnorakie elementy gospodarstwa domowego zwykle stojące w szaflach i schowkach teraz na wierzchu.
Był u mnie nowy klient, Litwin, ale mówiący po polsku i przysięgałam na wszystkie świętości, że na co dzień tak nie mieszkamy.
Przeraża mnie przeprowadzka, przeraża konieczność tzw. odbioru mieszkania bo nie wiem czy się będzie facet czepiał i o co się może przyczepić, przeraża mnie myśl o nowych sąsiadach. Starzy sąsiedzi -sąsiadki Therese i Helene biadolą, że czemu, że szkoda…
Nam też jakoś przykro. Zżyliśmy się, znamy się i nawet lubimy. Kłaniamy się sobie na schodach, pozdrawiamy na ulicy, gadamy przez balkon, na podwórku. To naprawdę jest dość niespotykane wśród Szwedów. Do tego stopnia, że nasza córka mówi swoim znajomym „w moi rodzice to się kolegują ze swoimi sąsiadami” – i brzmi to jak jeszcze jedno z naszych dziwactw.
Jak będzie tam? Nie wiadomo. Tu jest cicho, spokojnie, nie ma awantur, nie ma pijaków, podejrzanego towarzystwa. Wzdech…
Co nas podkusiło? Pytamy się wciąż, aż wreszcie ucięłam te dysputy. Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Podjęliśmy decyzję i koniec. Idziemy dalej i nie jojczymy.
Tymczasem zmiany nie tylko u nas.
Mama PannyS wyprowadziła się do swego nowego partnera. Z PannąS i Kotem. PannaS ma już gdzie indziej swój pokój, w perspektywie ma zmianę szkoły od przyszłego roku szkolnego oraz zaczyna naukę w szkole muzycznej. Balet już nie jest najważniejszy. I-o.
Długo nie znaliśmy obecnego partnera naszej córki. Aż wreszcie w ostatni piątek…
Ale najpierw byłam u fryzjera. EM mnie zawiózł i niestety był zmuszony tam na mnie czekać. Przypominam, że Fryzjerka ma córkę, która, mówiąc eufemistycznie, bywa uciążliwa w kontaktach.  EM tak samo jak ja nie przepada za dziećmi, a tych źle wychowanych nie znosi jeszcze bardziej niż ja.
A potem pojechaliśmy zobaczyć nowy dom naszej córki i wnuczki. Oraz poznać „TegoPana”. TenPan ma tak na imię, że musiałam je sobie zapisać by się nauczyć.
TenPan jest Szwedem. Jest nieco ponad rok starszy od naszej córki. Niewysoki-jak na Szweda to wręcz niski. Brunet, o nieco krzywym, ale sympatycznym uśmiechu i ładnych zębach. Bardzo szerokie, muskularne ramiona. Kilka tatuaży, na szczęście nie na twarzy.
Dalej nie da się nie porównywać TegoPana z poprzednikiem i trzeba przyznać, że wstępnie robi o wiele lepsze wrażenie. Jest rozmowny, otwarty, szeroko uśmiechnięty. Nareszcie nie będzie trzeba wyciągać z chłopaka po jednym słowie. Ma stałą pracę. Och, nic nadzwyczajnego, jest kimś w rodzaju dozorcy, konserwatora w firmie z nieruchomościami. Czyli jak u mnie się poluzowała listwa w podłodze to wołałam naszego Kennetha. W innej firmie wołają TegoPana. Czyli tzw „złota rączka”.  No i ma skończoną szkołę średnią.
Jak dla mnie – to póki co same plusy.
Co jeszcze?
Acha – mieszkanie ma własne. Jest nadbudówka nad domkiem w którym mieszkają jego dziadkowie. Mieszkanie malutkie, ale w pełni I Z GUSTEM urządzone. Salon z kuchnią + 2 malutkie sypialenki. Pokoik PannyS kwadratowy, nieduży, ale jest miejsce na duże łóżko, biurko i regał na książki czy zabawki. Na ścianie zbudowana szafa. Okno na południe lub południowy zachód.
Dodatkowym atutem TegoPana są dwa koty. Ale jakie!!! Wielkie, puchate sierściuchy. Jeden szaro-czarny, pręgowaniec, drugi biały w czarne łaty. Gabarytowo jak mój Kocio nieodżałowany tylko dodatkowo puchate. Rasa Maine Coon. Boże jakie to cudne stworzenia. Nie mogłam oderwać oczu. Nie wiem który ładniejszy.
Obaj są wykastrowani w związku z czym postrzelona Kocica mojej córki pędza ich i zaczepia.
Wyszłam z tej krótkiej wizyty podbudowana.
TenPan zapraszał nas na następny raz, gdy już wreszcie urządzi pokój PannyS do końca.
Wie czym nas podbić: troszcząc się o naszą wnuczkę.
I znowu nie da się nie porównywać. Poprzednik, gdy jeszcze miał samochód, nie woził PannyS do szkoły – dziewczyny pomykały z jednego końca miasta na drugi na piechotę bez względu na pogodę. Ten odwozi małą do szkoły co rano. Fakt – i tak jedzie do pracy więc i tak musi wstać.
Poza tym Córka wczoraj sprzątała swoje mieszkanie. Bardzo byłam zaskoczona gdy się dowiedziałam, że nie robi tego sama.
Czyli brak zaangażowania i całkowity rozdział spraw nie jest wpisany w narodowość „boyfrienda”.
To wszystko sprawia, że chłopak wydaje mi się w porządku i wart sympatii mimo iż nadal uważam, że za szybko to wszystko poszło. Ale może mogę sobie pozwolić na ostrożny optymizm?
Oby wreszcie miała choć troszkę stabilizacji. Jej nie przeszkadzają zmiany, chyba je lubi. Ale dla dziecka lepiej, gdy wszystko jest stałe. Za wiele miała zmian w swoim krótkim życiu.

Za oknem znowu jesień wietrzna, deszczowa, zimna.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Codziennik. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „153.

  1. nie_ty pisze:

    Kochana, bardzo bardzo bardzo trzymam kciuki za Twoja corke i wnuczke, żeby trafiły na dobrego człowieka po prostu, bo to chyba najważniejsze, a dla dziecka to już napewno. Tyle zmian dla takiej małej dziewczynki to musi być ciężkie, ale może to będzie ta bezpieczna przystań. Tak też się w życiu zdarza i tego wam najmocniej życzę. Ale bądź czujna;), bo mi też różne czarne scenariusze przychodzą do głowy. Ech.

    • Kat pisze:

      Oczywiście, że jestem. Ale czasem się boję, że może za bardzo, że przesadzam. Ale jak przekazać dziecku żeby nie ufało wszystkim, że świat bywa podłym miejscem a ludzie z pozoru sympatyczni mogą się okazać niebezpieczni a jednocześnie nie sprawić by stało się nieufne i podejrzliwe do wszystkiego co obce?

  2. Nie_ty pisze:

    No wlasnie:( tez sie z tym mierze.

  3. batumi pisze:

    I jak te seriale, warto?

    • Kat pisze:

      The Innocents – dobre, trzyma poziom do ostatniej chwili.
      Sense8 nie zaczęłam i póki się nie przeprowadzę to pewnie nie zacznę

  4. Nie_ty pisze:

    Czekam na relację z nowego domu:)

Możliwość komentowania jest wyłączona.