157. Miłość od pierwszego wsłuchania

Miałam 15 lat, właśnie zaczęłam naukę w szkole średniej.
Wracałam autobusem do domu. Tłok, wilgoć, zaparowane szyby, gwar rozmów, woń niedomytych ciał. Ja zgaszona, bo ta szkoła to było ostatnie miejsce do jakiego powinnam byłam trafić, już po kilku tygodniach to wiedziałam.
Nie rozumiałam co się ze mną dzieje, byłam smutna, nie chciało mi się gadać, nie chciało mi się żyć…
I w tym autobusie, w takim nastroju usłyszałam ten znajomy , gitarowy riff – wtedy jeszcze nie wiedziałam, że tak się mówi. Dźwięk dotarł od strony kierowcy, słyszałam ledwie strzępki pomiędzy warkotem silnika a gadaniem bab. Ale poznałam, od razu poznałam ten charakterystyczny ton gitary. Niezwykły, jedyny taki…
-O, to TO…- pomyślałam, bo muzykę rozpoznawałam, ale nie wiedziałam ani kto gra ani jak się ten utwór nazywa.
Pierwszy raz od wielu tygodni ożywiłam się z lekka.
Nie wiem kiedy i jak, ale wreszcie poznałam imię artysty a raczej artystów, bo to cały zespół był. Potem była pierwsza płyta słuchana w całości. Niesamowita Communique, zajmująca w moim sercu równorzędne miejsce z Wish you were here  Pink Floydów.
Pink Floyd było przez lata numerem jeden, aż do czasu gdy się rozsypali i zaczęli tworzyć solo. To już nie było to. Przez jakiś czas miejsce Floydów w moim sercu zajął Sting, ale ON był wciąż na tym drugim miejscu.
ONI też się jakoś niepostrzeżenie rozsypali. Ale On wciąż tworzył.
Mój gust muzyczny się zmieniał, pewnie jakoś tak się rozwijał, ale wystarczyło mi usłyszeć w radiu jeden-dwa pierwsze takty by rozpoznać tę pierwszą piosenkę. I zawsze, ale to zawsze słuchałam jej z ogromną przyjemnością i zawsze „nóżka latała”.
W cichości serca marzyłam o koncercie. Najpierw całej grupy, potem już JEGO.
Ale on rzadko koncertuje, a jeszcze rzadziej przyjeżdża do Szwecji. A jechać na koncert do innego kraju, ze Szwecji to operacja strasznie trudno logistycznie.
W zeszłym roku kupiłam kolejną płytę. Płytę której słuchałam na okrągło, która pojechała ze mną do Neapolu i dziś wystarczy, że usłyszę o Basilu i natychmiast w magiczny sposób znowu tam jestem.
Potem kupiłam kolejną. Na obu z nich nie ma ANI JEDNEGO kawałka który by mnie nie zachwycał. Angielskiego uczyłam się (i uczę nadal) na JEGO tekstach -genialnych  opowieściach o ludziach i miejscach.
Kilka dni temu przeczytałam, że wydaje nową płytę i planuje trasę koncertową. Oraz, że być może będzie to ostatnia jego trasa, bo już mu się nie chce.
Wtedy tylko błysnęło mi głowie „Może…?”
A dziś rano eM powiedział 12czerwca ma być koncert w Goeteborgu.
Rzuciłam zmywanie.
Poleciałam do komputera. TAK!
Drżącymi rękami przeszukiwałam stronę z biletami. Na widok ceny mina mi zrzedła. Dwa razy tyle co na Metallica…A tu zima idzie. Opony zimowe trzeba! I w ogóle…
eM popatrzył i powiedział:
-Marzysz o tym od tylu lat. Jak teraz sobie odpuścisz – to możesz już nie mieć szansy. Weź od Yankiego, za miesiąc mu oddasz.
Co tam będę od syna żebrać. Mam odłożone na podatki na przyszły miesiąc…Na pohybel podatkom! To tylko: Money for nothing. Miłość nie ma ceny.
Kupiłam.
Na razie mam tylko potwierdzenie. Bilet wraz z jakimś bonusem przyjdzie za jakieś 2 miesiące. Do czerwca jest taaaak daleko, ale przynajmniej mam na co czekać.
Moja Gwiazdka będzie 12 czerwca 2019 a Mikołajem będzie Sułtan Swingu.
A póki co…
Czy ten rytm gitary sprzed lat niemal 50 nie jest porywający?

Ten wpis został opublikowany w kategorii Codziennik. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

12 odpowiedzi na „157. Miłość od pierwszego wsłuchania

  1. 4_dina pisze:

    Az mi sie lza w oku zakrecila, eM ma racje i dobrze, ze kupilas 🙂 niestety nie dla mnie juz koncerty, chore uszy nie pozwalaja …

  2. ewa pisze:

    O, super!
    My 12 listopada mamy koncert w Gdańsku. Wystąpi Leszek Możdżer z Glorią Campaner i Pękalami na perkusjach. Liczę na ucztę muzyczną.
    Wyjeżdżamy w poniedziałek rano, połazimy po Gdańsku. Wieczorem koncert w Filharmonii na Ołowiance. Hotel mamy 100 m obok. We wtorek znowu szwędanie i powrót do domu wieczorem. To będzie malutki reset od babcio-dziadkowych „atrakcji”, którymi nam ostatnio szargają nerwy bezustannie…

    https://www.youtube.com/watch?v=pE3XiuKJKRg

  3. Emigrata pisze:

    Dziękuję za namiary. Właśnie odkryłam, że u mnie w Mediolanie będą w maju.
    Cena powala, ale cóż…

  4. ewa pisze:

    A ja napisałam godzinę temu komentarz, ale uleciał w kosmos chyba 😉

    My za tydzień jedziemy na koncert do Gdańska:
    https://www.youtube.com/watch?v=pE3XiuKJKRg

  5. nie_ty pisze:

    znam, lubie, doceniam kunszt, ale nie jestem fanka:) jak to ludzie maja inne gusta!
    Idź koniecznie, to są takie rzeczy, ze pamięta się do konca zycia. inaczej po co zyc?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *