158. Listopad

Listopadowe mroki wokół.
Rano ciemno, po południu ciemno.
Listopadowo mi w człowieku.
Zapadam się, znowu seriale, fotel, forma przetrwalnikowa.

Stulecie odzyskania niepodległości wzbudziło jeszcze większą gorycz.
Słucham Kaczmarskiego i myślę sobie: „wtedy” było lepiej. Był „wróg” zewnętrzny, jasno określony, wspólny. Dziś nienawidzimy się nawzajem. Narodowcy, demokraci, wierzący, katolicy, ateiści, buddyści, wegetarianie, dzieci in vitro, pro choice, zieloni…i kto wie co jeszcze. Każdy jest „czymś tam” i zawsze się znajdzie ktoś, kto za ten wybór będzie nienawidził.
Nie mam miejsca na ziemi.
Polska, Olsztyn…to już nie moje miejsce.
Szwecja…też nie. Niby tylko przez Bałtyk a tak odmiennie, tak kompletnie niezrozumiale, tak kompletnie nie tak…
Smutno mi. O tak:

Uderzyło w nas jak gromem, spojrzeliśmy wreszcie w krąg,
A już wiele, wiele świtów przeminęło!
I patrzymy w starcze oczy, powstrzymując drżenie rąk –
Zadziwieni, gdzie się życie nam podziało?!
Wybiegamy na perony, lecz na torach leży rdza,
Semafory, hen pod lasem – opuszczone…
Żaden pociąg nie zabierze już z tej poczekalni nas,
Milczą teraz niepotrzebne megafony…

I gorzko się zapatrzyliśmy
W zabrane nam dalekie strony
I w duszach swych przeklinaliśmy
Tę łatwą wiarę w megafony.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Codziennik. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

7 odpowiedzi na „158. Listopad

  1. nie_ty pisze:

    W poczekalni ciepło i miło, ale szkoda życia, to prawda. Wychodzisz?

    • Kat pisze:

      wychodzę z psem obowiązkowo każdego ranka, oraz w każdy weekend: piątek, sobotę, niedzielę wyjeżdżamy za maisto choćby na 30-40 min, żeby pies pobiegał. Latam do fotoklubu, w zależności od ilości pracy też w okolicach południa wychodzę sama…ot tak, połazić, pooddychać powietrzem, wyjść na światło dzienne.

      • nie_ty pisze:

        A z poczekalni? Co bys jeszcze chciala zrobic w zyciu?

        • Kat pisze:

          z poczekalni?
          Wyszłam, tylko za późno zrozumiałam, że granice mam w głowie, wielu rzeczy nie robiłam w życiu bo uważałam, że nie podołam…
          Co bym chciała?
          Napisać piękną książkę, taką która będzie poruszać.
          Zobaczyć jeszcze kilka fajnych miejsc na świecie.
          Zakochać się. Na zabój, na całe życie.
          Prawo jazdy…
          Nauczyć się mówić po angielsku…
          Nauczyć się jeszcze jakiegoś obcego języka. Włoskiego? Fińskiego?
          ojej…strasznie dużo bym jeszcze chciała

  2. odwodnik pisze:

    „Wtedy” człowiek wbiegał na czwarte piętro bez zadyszki.

Możliwość komentowania jest wyłączona.