160.

Jednak duże mieszkanie ratuje życie. W przenośni i dosłownie.
Od zmiany czasu nie sypiam za dobrze. Właściwie zasypiam około 2 w nocy. Nie będę opisywała szczegółowo wieczornego rytuału polegającego na poczytaj-zgaś światło-przytul poduszkę-zapal światło-zgaś-zapal-poczytaj-zgaś-zapal-napij się-idź siku-zgaś-przytul-otwórz okno-zamknij okno-zapal-zgaś-pić-siku-czytać-okno…itd…
Wczoraj wpadłam  na pomysł, że zamiast bezproduktywnie miotać się po łóżku wstanę i popracuję. Nie zrealizowałam tego od razu, o nie, bo całe to przewalanie odbywa się w przerwach pomiędzy króciutkimi drzemkami, a te z kolei sprawiają, że przytomna tak do końca nie jestem.
Ale wstałam, popracowałam godzinę.
I stąd myśl, że duże mieszkanie ratuje życie. Przecież jakbym nadal żyła na powierzchni 40metrów z mężem i dzieckiem oraz psem to ni chybi ktoś by kogoś utłukł. Albo oni mnie, że się miotam i spać nie daję, albo ja ich, że sobie śpią, a ja nie mogę nic zrobić. Wstać nie, bo obudzi ich światło, spać nie bo…nie.
Jedyny problem jaki powstał to czy skrzypienie taśmy przezroczystej nie obudzi męża śpiącego w pokoju na przeciwko. Drzwi zamknąć nie mogłam bo pies natychmiast by się pod tymi drzwiami zmaterializował, domagał się wejścia, dreptał i sapał.
Postanowiłam problem ze spaniem potraktować filozoficznie. Nie to nie. Wykorzystam ten czas na coś bardziej produktywnego od walania się po łóżku.
Szycie? Ciekawe czy:
a. głos maszyny Janome mocno się niesie po nocy
b. czy mój stolik pod komputer utrzyma maszynę oraz czy się nada jako stolik do szycia? Nie będzie za mały?
Poza tym teraz jest czas kiedy będę miała więcej pracy więc noc się przyda.
Mam tylko nadzieję, że do wiosny mi przejdzie. Teraz, zazwyczaj dnie są tak krótkie albo i wcale ich nie ma, tak jak dziś, że nie ma większego znaczenia czy wstanę o 7 czy o 9. Problem z Tośką tylko, bo ona jednak nawykła do spaceru pomiędzy godz. 8 a 9.30. Dlatego bez względu na to o której zasnę zwlekam się najpóźniej kwadrans po ósmej. Idę z psem na pół śpiąc. Po półgodzinie dreptania od drzewka do słupka wracam do domu, piję kawę i ewentualnie czasem dosypiam godzinkę. Ale rzadko.
Zimą w moim Mieście naprawdę nic nie tracę.
Ale jak przyjdzie wiosna, to se chyba rękę odgryzę ze złości jak nie będę mogła wstać przed 7. Co i tak jest późno. Najlepiej to tak około 5. Puste miasto, czyste powietrze, słońce na czystym niebie…Ale może się jednak poprawi z nadejściem jaśniejszych dni.
Ale ale…Właśnie sobie przypomniałam, że już co najmniej od miesiąca powinnam łykać D3. Może to jest powód niespania?
Problem ze spaniem  ma jeszcze jeden nieprzyjemny efekt: tycie. A już miesiąc temu tak mi się fajnie luźno w starej kurtce Didrikson zrobiło. Bo jak się nie śpi to się ma głupie pomysły typu „a może by coś zjeść?” „Coś” ma zazwyczaj dużo cukru, bo on też pomaga na zaśnięcie.
Nie, na zaśnięcie nie pomaga: chemiczny uspokajacz, ziołowy uspokajacz, chemiczny usypiacz (to to w ogóle jest maskara bo wrażenie takie jakby ktoś jedną ręką wrzucał do pieca a drugą trzymał hamulec lokomotywy parowej), myślenie o rzeczach przyjemnych (co to sa te przyjemne rzeczy, bo jakoś nie mogę sobie przypomnieć?), myślenie „o czym innym”, pilnowanie oddechu oraz wymyślne kołysanki typu odgłos padającego deszcze.
Zaraz..Siwa kiedyś pisała coś o specjalnym oddychaniu. Zapisałam to sobie, może wypróbuję?

I tak to się kończy listopad.

Acha, czy ktoś z was stosował wyciąg ze złocienia maruny na migrenę?

Ten wpis został opublikowany w kategorii Codziennik. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

10 odpowiedzi na „160.

  1. nie_ty pisze:

    Niespanie tez mi sie zdarza, ale zawsze wtedy, gdy jestem czyms podkrecona jak maly Kazio – praca, remontem, problemami rodzinnymi itd itp. Mnie ostatnio pomaga czytanie takiego jednego goscia (wykupilam sobie medium, czyli gazete za 5e/miesiac i super sobie chwale, ale jest po angielsku – https://medium.com/personal-growth/how-to-win-when-you-reach-a-breaking-point-d3af52f95ac8 ) kompletnie nie wiem, czemu on, przeciez jest tyle gosci co mowia cos podobnego, tylko, ze lepiej, ale mi wlasnie on pomaga. Najbardziej mi pomaga, jak sobie poczytam, ze nie mam kontroli nad zyciem, i ze jedynie moge sie do zycia dostosowac, zaakceptowac pewne rzeczy i cieszyc sie jazda, jak to do mnie dotrze, to powoli powoli sie uspokajam i odprezam. Doszlam do tego, ze nie moge spac przez nadmierne poczucie, ze musze wszystko kontrolowac, a tu sprawy wymykaja sie z rak. Chyba trzeba wypuscic te sznurki i odpuscic rzeczom, ktore i tak beda sie dziac.

    • Kat pisze:

      coś jest w tym odpuszczaniu, puszczaniu sznurków.
      W starym mieszkaniu w ostatnich miesiącach spałam jak zabita. Ale wieczorem gasiłam światło w poczuciu, że w zasadzie nie muszę spać tylko tak sobie poleżę spokojnie, z zamkniętymi oczami…i zasypiałam nie wiem kiedy.
      Tu jakoś tak…Nie potrafię.
      Co do tych mądrych gości to już się przekonałam wielokrotnie, że oni jakoś do mnie nie trafiają. Szybciej trafi do mnie to, co po przeczytaniu, zanalizowaniu i przeżyciu na własną rękę opowie mi koleżanka. Tak, wtedy mogę się nad tym zatrzymać, pomyśleć, sprawdzić czy mi to leży czy jednak nie.
      A poza tym jak dla mnie te wszystkie „Tańcząca z wilkami” „Potęga teraźniejszości” i inne są koszmarnie rozwlekłe, gdzie co kilka zdań powtarza się to samo i to samo i to samo, że mam wrażenie iż całą treść można by zmieścić w małej, cienkiej książeczce, ale wtedy byłaby za tania i głosiłaby to co i tak każdy dobrze wie, ale nie umie lub nie chce się z tym pogodzić: nie masz kontroli nad życiem, skup się na tym co tu i teraz i przeżywaj to jak najgłębiej potrafisz, skup się na relacjach z ludźmi, mniej pracuj, mniej jedz, więcej się ruszaj, więcej się śmiej…itd…itd…Większość ludzi i tak to wszystko wie, tylko nie wie JAK to zrobić. A tego te książki tez nie mówią

  2. 4_dina pisze:

    To nie jestem sama, mam podobnie … Ja nigdy nie spalam normalnie … Jak bylam kilku letnim dzieciakiem to bawilam sie w nasladowanie oddechow mamy, albo siostry …
    Z relaji moje corki zlocien maruna jest swietny na migrene, co prawda ona nie serwowala sojemu mezowi wyciagu, tylko swieze listki, na kawaleczk chleba z maslem, ale to dzialalo.

    • Kat pisze:

      Też naśladowałam oddechy rodziny. Ojca najczęściej.
      Listki złocienia maruny, mówisz? Ja nawet nei wiem jak to wygląda

  3. batumi pisze:

    Ale pięknie opisałas Szweda w poprzedniej notce – normalnie jakbym go znała 🙂 A co do migreny i spania – nie pomogę niestety, mam to szczęście, że nie znam migreny (chyba) oraz śpię z marszu.

    • Kat pisze:

      Szwed jest typowym przedstawicielem swojego gatunku. Do pełni obrazu należy dodać, że lubi czytać, lecz czyta najczęściej kryminały. Bardzo mocno jest przywiązany do swego jedynego, dorosłego już dziecka, często o nim mówi i jest z nim blisko oraz ma bardzo dobre stosunki z matką tego dziecka a byłą żoną. Obrazu dopełni fakt, iż gadać ze Szwedem można wyłącznie o pracy. Poza pracą nie ma kompletnie nic do powiedzenia i nic go nie interesuje. Albo nic o tym nie mówi, co na jedno wychodzi 😉
      A bezsenność nabiera mocy. Dziś spałam może ze 4 godziny a i to z przerwami. Szukam technik relaksacyjnych, oddychania i kołysanek różnej maści.

  4. 4_dina pisze:

    Napisalam tu komentarz o marunie, ale widze. ze go tu nie ma, moze wpadl do spamu …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *