161. Idą Święta

Jest taka piosenka, której słucham  przed Świętami.
Piosenka jest z 1984roku. Brzmi radośnie, są w niej dzwoneczki, dużo głosów, energetyzujący rytm. Przebój.
Kto się wsłuchał w to o czym śpiewają? Sting, Paul Young, George Michael, Bono…
Śpiewają: Czy oni w ogóle wiedzą, że święta? Nakarm świat, w Afryce nie spadnie śnieg, a jedyna woda jaka płynie to gorzkie łzy.

Słucham i myślę sobie: ćwierć wieku! Prawie 25 lat. A na świecie jeśli się coś zmieniło to tylko na gorsze. Od jakiegoś czasu przychodzi mi też do głowy inne pytanie: kiedy to, co beztrosko fundujemy Afryce czy Ameryce Południowej dotknie nas?
Tkwimy w swym wygodnym kokonku, rozpasani dobrobytem tak, że trzeba mandarynkę czy kawę zapakować w pudełeczko byśmy się broń boże nie zmęczyli za bardzo przy obieraniu lub sypaniu…
Szczyt Klimatyczny w Katowicach pokazał wyraźnie co sobie większość z nas myśli. Myślicie, że polski prezydent jest jedynym tak …nie wiem…cynicznym lub głupim? Chciałabym, żeby tak było, bo to byłaby wersja optymistyczna bardzo. Ale wystarczy poczytać internety, posłuchać bliźnich…
Jesteśmy coraz bliżej punktu z którego zaczyna się równia pochyła.
Patrzę na moją wnuczkę i myślę: co ona i jej rówieśnicy dostaną po nas w spadku?
Idą święta. Trzeba robić prezenty. Czy wiecie jakie teraz najczęściej pada pytanie? Co na prezent.  Oto nasz największy dylemat. Co kupić komuś kto ma …wszystko? Kolejną plastikową zabawkę?
Och…niech pierwszy rzuci kamieniem, kto jest bez winy. Narzekam, a sama poddaję się terrorowi „co na prezent”. Bo presja rodziny, zwyczaju, reklam.
Czy uda mi się w ciągu najbliższych dwunastu miesiące przekonać męża i córkę do zmiany poglądu na hasło „prezent świąteczny”? Może zamiast kolejnego „gówienka w pazłotku” damy sobie w ramach świat wspólnie spędzony czas. Pójdźmy razem do kina, na łyżwy, spacer z psem i PannąS.
Patrzę na moją wnuczkę i nawet się nie zastanawiam. Ja wiem, że jak za dziesięć , dwadzieścia lat ktoś zapyta o wspomnienia ze świąt to PannaS nie opowie, że dostała taką czy inna zabawkę. Będzie pamiętać, mam nadzieję, jak była z nami  lub mamą w wesołym miasteczku, na basenie, spacerze albo, że wszyscy sobie gdzieś pojechali a ją zostawili (obawiam się, że będzie to bardzo dobrze pamiętać).
Moja świąteczna playlista się właśnie zaczęła od początku. Patrzę na Stinga, Georga, Paula…Jacy młodzi! Czas tak szybko płynie, a my ciągle nie wierzymy, że to jest najcenniejszy dar jaki możemy dać tym, których kochamy.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Codziennik. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „161. Idą Święta

  1. batumi pisze:

    Zastanawiam się, co ja pamiętam ze świąt swojego dzieciństwa. Właściwie to nic. Leniem byłam (i jestem) okropnym, więc jakoś nie rzucałam się do pomocy w kuchni, zresztą nawet by się nie dało, bo w naszej kuchni poza mamą już nikt się nie mieścił. Stać w drzwiach i patrzeć znudziło mi się szybko. Pamiętam, że ubierałam z tatą choinkę i że mama była zawsze wykończona robieniem góry żarcia. A jeszcze w bonusie trzeba było potem ten nadmiar posprzątać, przełożyć do mniejszego garnka, umyć ten większy, powynosić na balkon, upchnąć w lodówce, pomyć naczynia… Chyba nigdy nie poszliśmy na spacer w święta. Ale ja niewiele pamiętam, więc głowy nie dam. No i to goszczenie, codziennie przy jakimś stole godzinami. ALE. Pamiętam, że zawsze przed wigilią czytałam „Opowieść wigilijną”. Pamiętam zapach pomarańczy i święty spokój, który miałam w swoim kochanym pokoju.

    • Kat pisze:

      Ja pamiętam najbardziej ostatnie święta, kiedy miałam rodzinę, a świat wydawał się uporządkowany. Drzemiący nad książką ojciec, obok niego mama, też z książką. Baśka gdzieś z boku, też z książką. Nie mieliśmy telewizora, bo znów się popsuł. Ja oparta o kaloryfer, bo zimno było. Przyciemnione światło, lampki na choince. Był rok 79. Ojciec zmarł 8 stycznia czyli w dwa tygodnie później. I wszystko się rozsypało i mikro i makroskali.

Możliwość komentowania jest wyłączona.