171. Idiokracja

Siedzę i gryzę wczorajszy makaron. Nieco stwardniał i chyba powinnam była nieco wody dolać jak go podgrzewałam. Nie dolałam i teraz mam. Gryzę, żuję, szczęki mnie zaczynają bolec i myślę sobie, że ten makaron to takie urzeczywistnienie tego z czym się zmagam.
Innymi słowy: muszę bo się uduszę.
Nawet nie wiem jak napisać.
Naprawdę czasem to, czym człowiek się zajmuje zawodowo determinowane jest przez to jaką ma naturę. Innymi słowy: czasem fryzjer czy sprzątacz to nie zawód to specyficzny charakter. I nie, nie mam na myśli artystycznego podejścia czy zamiłowania  do czystości. Mam na myśli te najbardziej podłe, stereotypowe skojarzenia.
Jak mnie czasem męczy to, że pisząc maila do jednej czy drugiej muszę się pięć razy zastanowić jak to napisać, żeby mnie zrozumiała. I nie, nie piszę po szwedzku tylko po polsku.
Czasem naprawdę mam szczerą chęć zapytać wrednie: „której części stwierdzenia PEŁNE KORONY nie rozumiesz?” „której części prośby NAPISZ DATĘ ZAPŁATY nie rozumiesz?”
„której części określenia KOSZT ROBOCIZNY nie rozumiesz?” „której części polecenia WYŁĄCZNIE FAKTURY ZAPŁACONE W LISTOPADZIE nie rozumiesz?”. W listopadzie wytłumaczyłam, że to te za które dostała PIENIĄŻKI (tak! słodkie, malusie, tiu tiu PIENIĄŻKI!)

Nie umieją wziąć wyciągu bankowego i na jego podstawie zebrać faktur.
Nie rozróżniają VATu od podatku dochodowego.
Nie wiedzą nawet jak się nazywa PODATEK DOCHODOWY . Dzwonią i bredzą o jakimś rozliczeniu, pytają czy zrobię i kiedy zrobię, a ja kompletnie nie rozumiem o co im chodzi bo po serii pytań ustalić, że chodzi im rozliczenie podatku dochodowego i sporządzenie deklaracji podatkowej.
I nie ma tu nic do rzeczy, że ze szwedzkim kiepściutko, bo mówimy po polsku. Mam klienta Litwina, gadamy po polsku, choć on nigdy polskiego się nie uczył. On czasem nie rozumie takich słów jak DEKLARACJA czy wyciąg bankowy. Ale to Litwin, który polskiego nauczył się od sąsiadów, bo obok miał granicę, i z telewizji bo polska odbierała lepiej niż litewska/rosyjska. A te rodowite Polki. Szkolone niektóre nawet. Pogadasz: ajaj jakie fakultety…Chce się ręką machnąć jak Sthur w Seksmisji „etam, te wasze fakultety”.
To nie jest tak, że oczekuję, że zaczynają, a są to zwykle dość młode osoby, i wszystko będą wiedzieć. Skąd! Naprawdę staram się zrozumieć, że nie wiedzą, nie znają się, nie miały do czynienia. Uczę, tłumaczę, nie naliczam za czas, gdy dzwonią i pytają, odpowiadam i cierpliwie powtarzam. Piszę maile i powtarzam raz jeszcze, żeby miały na piśmie, żeby w razie wątpliwości mogły sobie sprawdzić i doczytać. A jak nadal nie są pewne zawsze mogą zadzwonić.
I okazuje się, że równie dobrze mogę nic nie mówić.
Pod koniec roku wysłałam maile z propozycją by zamiast fizycznych faktur sprzedaży przesyłały mi tabelkę, zestawienie. Inną do księgowania, inną do składania wniosków do Urzędu Skarbowego. Wypisałam po kolei co ma być w tych tabelkach. Jakie kolumny i co mają zawierać. No, mój błąd. Powinnam była zrobić szablon tabelki i wysłać, może wtedy by podziałało.
Panna kilka dni później wysyła mi listę wszystkich faktur z 2018.
Pytam ją: po co? „Bo pani prosiła.”
Opad rąk. Czytanie ze zrozumieniem się kłania.
Pani ma wykształcenie wyższe, w zawodzie takim, gdzie trzeba umieć czytać ze zrozumieniem bardziej niż w jakimkolwiek innym zawodzie.
Jak ona chce ten zawód w Polsce uprawiać?!
Mnie nie wkurza to, że nie wiedzą. Mnie wkurza to, że NIE CHCĄ się dowiedzieć, choć to przecież ich własny biznes, ich własna ekonomia.
Tłumacz po sto razy że VAT to VAT, a podatek dochodowy to od netto na fakturze…No tak. Ona nie wie co to NETTO.  Tłumaczysz…Za miesiąc to samo. Ona nie rozumie, dlaczego VATu nie może odliczyć od czegoś …co nie ma VATu.
Jeżeli na fakturze od dostawcy ma VAT ZERO to nie da się tego zera odjąć od VATu na jej własnej fakturze.  Oooo, nie wiedziała…

Naprawdę, mam wrażenie, że społeczeństwo rośnie nam coraz głupsze. Młodzi nie tylko nie wiedzą, oni nie chcą wiedzieć.
Pamiętam jak Gulsum się kiedyś dziwiła, że ja tak dużo wiem. Dużo? Ja? Jestem niedouczona, mam koszmarne braki w wiedzy ogólnej, bo chodziłam do kiepskich szkół. Matka moja wierzyła, że szkoła nauczy mnie wszystkiego, ale wpoiła mi zasadę: ucz się, bo to twój jedyny posag. Czego się dowiesz, tego ci nikt nigdy nie odbierze.  Miała kult wiedzy, choć sama słabo wykształcona, zresztą: córka półanalfabetki. Babcia umiała tylko czytać, pisać nie potrafiła, nigdy nie chodziła do szkoły. Obie miały ogromny głód wiedzy, ogromną chęć przyswajania sobie różnych informacji. Matka jak skończyła pięćdziesiąt lat  odmawiała poznawania nowinek technicznych i strasznie mnie wkurzało to, że nie próbuje się nauczyć funkcjonowania komórki czy internetu. Ale to było jedyne od czego stroniła.
Też mam taki pęd: chcę wiedzieć. Chcę wiedzieć co to za drzewo rośnie pod moim domem i dlaczego jego owoce są jaśniejsze niż tego drugiego. Jaki ptak siada na koronie tego drzewa i dlaczego tylko zimą? Co to za taka jasna gwiazda na niebie i dlaczego ją widać tylko teraz a kilka tygodni temu nie. Co powoduje że coś jest takie a nie inne? Dlaczego mój mózg działa tak a nie inaczej…
Nie wiem nawet co mnie pociąga, jakie zagadnienia, ale jak odkrywam coś czego nie wiem to chcę się dowiedzieć. Najbardziej irytuje mnie wtedy jak nie rozumiem co piszą, bo język jest bardzo naukowy i nie wiem o co chodzi.
Coraz częściej spotykam ludzi, których nic nie interesuje. Nic kompletnie.
Co robisz jak masz wolne? Słucham muzyki… Jakiej? Noooo…tego co w radiu grają…
Oglądam telewizję…No, to co akurat leci…
Przeglądam facebooka, instagram.
No i co ciekawego ostatnie było?
Śmieszne kotki.
….
Pokolenie idiotów.
Film Idiokracja to nie fantastyka. To aktualna rzeczywistość.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Codziennik. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

11 odpowiedzi na „171. Idiokracja

  1. Emigrata pisze:

    Oj ja i ty miałybyśmy co sobie opowiadać i narzekać na klientów i na interesantów choć pracujemy w różnych dziedzinach i w różnych krajach. Ale ludzie wszędzie są tacy sami. Nawet jak mu przygotujesz ściągawkę i jeszcze dla jasności podkreślisz na kolorowo to i tak przyjdą nieprzygotowani, bo NIC nie czytają!!! Godziny mojego gadania i tłumaczenia na nic! Dlatego, choć tego bardzo nie lubię, odpowiadam w wersji zołza- proszę pokazać ściągawkę, tu podkreśliłam, tu dopisałam. Już to państwu tłumaczyłam. Wszystko jest, czarno na białym.
    I odsyłam, a że rozchodzi się o dokumenty pobytowe to muszą w końcu mieć wszystko. Tylko ileto energii kosztuje człowieka! Czasem jak jakiś kumaty się trafia to aż przyjemnie z takim porozmawiać.
    Sugeruję włoskie powiedzenie pazienza która na polski tłumaczy się CIERPLIWOŚCI!!!

    • Kat pisze:

      I wzajemnie bo to świętej cierpliwości trzeba!
      I tak, to prawda jak ci się trafi jeden co mu się chce, to masz chęć mu sie na szyję rzucać. Mam taką jedną, swoją. Jak dzwoni to po sto razy mówi „ale jeszcze tylko o jedno zapytam”, zadaje setki pytań i rzadko się powtarza 😀 . Naprawdę aż się chce z dziewczyną rozmawiać. Myśli i nie boi się, że ją od tego głowa zaboli. Więc żeby nie było, że tylko złe strony widzę 😀

  2. Emigrata pisze:

    Odpisałam z gmaila

  3. 4_dina pisze:

    Dokladnie Idiokracja to nie fikcja, to rzaczywistosc …
    Maz pojechal kiedys do klientow, bo im swiatlo w lazience wysiadlo, swiezo po remoncie, to pojechal, wymienil zarowke … skasowal £20. Takimi przykladami moze sypac w nieskonczonosc. O moim sprzataniu to juz nawet nie chce mi sie gadac, pancia jedna z druga nakupi badzewnych srodkow i mysla, ze to zadziala jak w reklamie …
    Kiedys przed laty w towarzystwie rozmawialam z jedna osoba, w pewnym momencie padlo pytanie: „jakie studia skonczylas?” wstyd bylo mi sie przyznac, ze jestem po podstawowce, tak mnie to dreczylo, ze na stare lata zrobilam mature.
    Ostatnio patrzylam na drzewo rosnace na przeciw budynku w ktorym mieszkam i myslalam sobie glosno: „czy to olcha, bo olchy wlasnie kwitna o tej porze roku?” zlapalm za telefon i juz mialam pewnosc, ze to olcha.
    Szczerze to gdybym miala robic z siebie taka kretynke jak te Twoje klientki, to poprostu bylo by mi wstyd i wszystko bym sobie na kartce zanotowala.
    Kiedy jeszcze mieszkala z nami Anka, przyjechal do niej siostrzeniec, chlopak 16 lat, dla mnie to byl szok, chlopak inteligentny, ciekawy wszystkiego, mozna bylo z nim na kazdy temat porozmawiac, z ciekawosci go zapytalam ilu jego kolegow z kalsy jest taka jak on, odpowiedzial mi, ze na 24 ucznow tylko on i jeszcze jeden chlopak, a tak to z reszta nawet nie warto gadac, bo niczym sie nie interesuja, a dziewczyny sa najgorsze, bo one tylko ciuchy i kosmetyki …

  4. nie_ty pisze:

    Ej tam ej tam, juz 2000 lat temu filozofowie narzekali na współczesną młodzież i głupotę ludzką. Dużo traktatów filozoficznych o tym napisano;)
    Ludzie wiedzą, co muszą i od czego jest ich życie i zdrowie bezpośrednio zależne. Kiedyś drzewa były ważne, bo się wśród nich mieszkało i dzięki nim przeżywało, ale teraz oddano tą wiedzę ekspertom… I tak jest dobrze. Powiem ci szczerze, że chciałabym wiedzieć jakie to ptaki do mojego ogrodu zaglądają i jakie to drzewa, ale naprawdę, naprawdę nie mam czasu, a jak go mam, to mój umysł tego nie przyswaja, bo chyba nieświadomie nadałam temu etykietkę ‚nieważne’. Ale za to wiem, jak się wylicza ubóstwo w Irl i innych krajach i wiem, jaki jest jego poziom. Wiem, o ile Szwecja jest równiejsza od Irlandii i Polski, jeśli chodzi o dochody i wiem, że niestety nierówności dochodowe się u was zwiększają. I tak dalej i tak dalej.
    A moda i ciuchy – BŁAGAM. Przecież to jest najważniejsza rzecz dla nastolatków – spodobanie się grupie rówieśniczej. Przecież bez tego będą odrzucone i wykluczone, przecież sukces życiowy dziewczyny do bardzo niedawna zależał głównie od jej urody. Jeśli się nie urodziło w rodzinie posażnej, jedynym posagiem była uroda, więc to takie dość naturalne, że zwłaszcza dziewczyny się na tym skupiają. Zresztą do dzisiaj zauważamy, że dziewczyny mogą sobie poprawić pozycję społeczną poprzez małżeństwo z lepszym statusowo chłopakiem i często to robią. Dlaczego w Irl jest dziesięć razy więcej małżeństw Polek z Irlandczykami niż Polaków z Irlandkami? Bo nadal ‚zasobem’ dziewczyny jest jej uroda i młodość, a chłopaka pieniądze i inteligencja (która przełoży się na zdobycie kasy). Więc, niestety, ci Polacy co pracują na budowach i w magazynach nie mają niczego, co mogą zaproponować Irlandkom, ale Polki już mają – swoją biologię.
    Człowiek ma niestety ograniczone zasoby – czasu, pieniędzy, możliwości przyswojenia informacji – więc poświęca je na to, o czym myśli, że mu da w danym momencie największy zwrot z inwestycji;) (co jest oczywiście trochę zmanipuloane przy okazji). Już sobie wyobrażam siebie – człowieka ‚na oko’ i ‚może być, przecież to nie ma znaczenia’ jak dzwoni do Ciebie, a ty mi piłujesz, o jakiś tabelkach i zwrotach i kwotach i mnożnikach. Na boga, litości:D Ratunku!
    (Choć oczywiście na naszych robotników się wkurzałam, że wszystko robią ‚aby było’, hehe. Ale oni PSULI MI MÓJ DOM, jeśli wiesz, o czym mówię;)

    • kristofka pisze:

      Niestety, swiat jest pelen takich ludzi z ” kilkoma fakultetami” i majacych wybujala fantazje, ale nie majacych pojecia o tabliczce mnozenia.
      Coraz wiecej jest „madrych” glupkow. :-((((

      • Kat pisze:

        Myślę, że wiele zależy od tego JAKIE te fakultety. W Polsce po 90. roku namnożyło się prywatnych szkół wyższych. Wiele z nich to tak naprawdę fabryka magistrów. Płacisz …i masz. Więc na studia może iść każdy lub prawie każdy. I teraz jak taki Głupi Jasio pójdzie na studia Wyższa Szkoła Kambridż w Pcimiu i dostanie ten dyplom magistra to nie tylko on sam ale i cała jego rodzina uwierzy, że on jest mądry bo magistra ma. Ba! Wioska cała uwierzy.
        I mamy co mamy.
        I żeby nie było: jak nie piszę o wszystkich prywatnych szkołach.

    • Kat pisze:

      wiesz, nawet byłabym skłonna się z tobą zgodzić w kwestii tego, że wciąż narzekamy na głupienie społeczeństwa, ale świat jakoś idzie do przodu, więc może jednak nie jest tak źle.
      Ale co do tych innych priorytetów…no wiesz. Na inne priorytety niż tabelki to niech sobie pozwala każdy, kto nie musi. Ale jak się pracuje na własny rachunek a księgowość zleca komu innemu, to raczej nie można sobie na taki komfort pozwolić. Bo ja jej ten VAT muszę rozliczyć. I co? Z sufitu mam brać? Więc nie do końca trafne twoje argumenty. Wiesz: to tak jakbyś ty się tłumaczyła, że nie przygotowujesz się do wykładu bo masz remont, małe dziecko a jeszcze prawo jazdy musisz zrobić. Trochę to nie tak działa, nie uważasz? To znaczy: owszem są tacy, co tak myślą, i robią, ale zgodzisz się ze mną, że nei jest to w porządku.
      Ja nie mam nic przeciwko temu, że nastolatki się stroją, bywają nieodpowiedzialne i interesuje je wszystko inne poza nauką. Taki czas. Ale wiesz od kobiety trzydziestoletniej, która się chwali dwoma fakultetami to chyba można jednak wymagać pewnych rzeczy.
      Inna rzecz, że te fakultety to się mocno zdezawuowały…
      No i kwestia wiedzy. To nie oto chodzi, że każdy ma znać nazwy wszystkich drzew, kwiatów, motyli itd…Zbyt dosłownie bierzesz moje słowa. To chodzi o to by nie być takim leniem umysłowym, żeby nie przestawać myśleć. Żeby nie było jak w szkole, że nauczycielka głupia i nie umie nauczyć a uczeń siedzi na lekcji z założonymi rękami i nawet nie skupia się na tym co mu nauczyciel mówi, prac zadanych nie odrabia, książki nie otworzy a potem mówi, że to nie jego wina tylko nauczyciela.
      Nie wiem jak to lepiej wytłumaczyć.

Możliwość komentowania jest wyłączona.