62. Ponarzekam

Aż dziwne jaka cisza…
Od początku roku po bloku kręcą się robotnicy. Bo najpierw był planowy remont, w każdym mieszkaniu po około 8 tygodni, a potem jeszcze jakieś drobiazgi, ale ciągle coś. Jako pozostałość po owym remoncie w piwnicy został smród. Dosłownie. Coś im kanalizacja nie funkcjonuje jak trzeba, jedną z rur musieli odłączyć i ścieki z mojego pionu idą pod sufitem, ukosem do innego ujścia.
Tak fajnie to działa, że którejś soboty weszłam do łazienki pełnej wody. Po bliższym zbadaniu zjawiska okazało się, że nie była to woda. Jeszcze mnie trzęsie z obrzydzenia…
I tak miałam szczęście bo u mnie nie przelało się przez próg i poszło na całe mieszkanie. W przeciwieństwie do reszty sąsiadów z parteru. Im ścieki zalały korytarze, salony i sypialnie. Nie dość, że potracili dywany i nie wiem co jeszcze to jeszcze podłogi mają do wymiany.
Co chyba mnie doprowadziłoby do białej gorączki bardziej niż utrata szmaty z podłogi. Bo wymiana podłogi to masakra. Najpierw czekasz i czekasz kiedy to nastąpi, a musisz wpaść w kolejkę. Potem każą ci wynieść wszystko z pomieszczenia (bo jak inaczej). Potem układają tę podłogę dni kilka, bo pracę trzeba szanować a fika rzecz święta i takich ludzi sfrustrowanych niemożnością użytkowania przestrzeni życiowej to oni oglądają co dzień i nie będą się tym martwić, bo się człowiek by zaraz starł w tej pracy.
Oni mają rację, ci robotnicy, można to stwierdzić obiektywnie dopóki człowieka nie dopada kataklizm pod tytułem remont.
No.
W każdym razie kanalizacja zafundowała nam różne atrakcje.
Teraz, od piątku w piwnicy trwają roboty mające na celu położenie nowej rury. Zdaje się, że będzie ona szła tak, jak ta pod sufitem, czyli na skos przez rowerownię. I od kilku dni trwa mozolne wycinanie betonu z podłogi żeby miejsce na tę rurę zrobić. Hałas. Jęk piły do betonu. Trzaskające drzwi. Łomot młota.
Ale nie dziś panuje błogi spokój. I nie wiem co bardziej mnie wkurza: roboty czy ich brak.
Rower moknie na deszczu bo do rowerowni nie sposób wejść.
Do pralni będę latać naokoło, przez drugą klatkę, z tym, że mój klucz nie działa w tych „drugich klatkach”, więc nie wiem jak to ma być, a do administratora nie mam kiedy pójść, ale jednak będę musiała.
Poza tym boli mnie głowa. Codziennie!
Paraflex, lek na rozluźnienie mięśni – nie pomaga. Tzn. pomógł na kilka dni, albo to efekt placebo był. Teraz już nie działa. A dodatkowo jakoś źle się po nim czułam, roztrzęsiona jakaś czy co …
Wkurza mnie to strasznie, że ta głowa tak boli i boli. Lekarze nie widzą przyczyn, a ona boli stale. Tylko bardzo różnie.
Już mi nawet przyszło do głowy, że uzależniona jestem od paracetamolu oraz  innych przeciwbólowych ale mówią, że to nie możliwe. No nie wiem czy nie możliwe. Dodatkowe atrakcje w postaci napadów gorąca też sytuacji nie poprawiają. Czy to hormony mi na głowę padły?
Ja pierdziu!
Czas dojrzewania i cały okres „produkcyjny” przeżyłam nie wiedząc co to pmsy, huśtawki hormonów i temu podobne atrakcje. Nie miewałam pryszczy, zaparć, biegunek, bólów brzucha, napadów głodu, jadłowstrętu, huśtawek nastroju. Przez czterdzieści lat żyłam spokojnie. No, przynajmniej w zakresie funkcjonowania ciała, bo z dusza różnie było.
A teraz od lat 12 chyba mi natura postanowiła wyrównać rachunki. Bo miewam WSZYSTKO i to naraz. Łącznie z pryszczami trądzikowymi, choć na szczęście nie na twarzy.
Czy ja bym mogła jak Manuela Gretkowska poprosić, żeby Pan Bóg mi TO już zabrał?
Nie. Bo nie bardzo w niego wierzę.
I lipa.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Codziennik. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *