89. Cierpliwość ma swoje granice…

Znowu w tym dłubię, zamiast zająć się czymś pożytecznym.
Pisaniem np.
Ale naprawdę…
Muszę, palce mnie świerzbią.
Ja nic nie chcę tylko upleść sobie pasek do aparatu.
I dywanik pod łóżko.
I bieżnik dla Reginy.
No..!

Dlaczego dolne nitki mi się nie napinają jak trzeba? DLACZEGO?!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Codziennik. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „89. Cierpliwość ma swoje granice…

  1. Nie_ty pisze:

    Super! Podoba mi się to dlubanie!

  2. ikroopka pisze:

    Nie robiłam takich rzeczy wieki, ale tak mi gdzieś świta, że dolne nitki trzeba docisnąć ‚grzebieniem’?

    • Kat pisze:

      tak, ale dociska się już przewleczoną nitkę czyli wątek. Ja mam problem z osnową czyli tym, co się najpierw umocowuje na krosnach. Chodzi o to, że idą tam co najmniej dwie warstwy nici- parzyste i nieparzyste nazwijmy je. One muszą być jednakowo napięte żeby przy podnoszeniu podnosiła się tylko co druga, tak, by łatwo było przesnuć nitkę-wątek. I ja mam z tym problem: umocowałam osnowę, napięte były wszystkie nici. Ale kiedy zaczynam pracować to raz parzyste raz nieparzyste przestają się napinać a wtedy gdy je podnoszę – unoszą się też i te drugie. Trudno jest wtedy przeciagnąć watek i trudno jest wtedy go docisnąć bo jedne nici nie są napięte a drugie są napięte zbyt mocno.
      Szukam literatury ale nic nie ma.
      Chyba naprawdę mnie czeka wizyta w klubie prządek, a znając zwyczaje tubylców usłyszę: musisz iść na kurs, bo ja nie wiem…

Możliwość komentowania jest wyłączona.