92.

Zrobiłam szaliczek na krosnach. Panna S wpadła w zachwyt i natychmiast go sobie przywłaszczyła, bo taki słitasny: różowy.
No ale zrobiłam, zdziwiłam się, że tknie idzie tak szybko, i tyle. Bo teraz bym sobie chciała utkać coś prawdziwego. Serwetkę na stół konkretnie. I tu się zaczynają schody.
Zdawałoby się, że Szwecja, kraj „terapii zajęciowych różnej maści” czy kraj hołdujący najbardziej wymyślnemu hobby powinien tonąć w przędzy. A tu lipa. W moim mieście jest jeden sklep oferujący włóczki. Już pomijam fakt, że ceny tych włóczek są takie, że już taniej chyba sobie żyły można wypruć albo nerkę kupić na zapas, ale dobra tam…Problem w tym, że tam są tylko włóczki – mieszanki akryli z czymś tam oraz mulina.
Nie ma np. przędzy lnianej. A ja nie chcę serwetki z włóczki tylko z takiej cienkiej nici, ale nie takiej jak do szycia, bo ja bym chciała tę serwetkę przed śmiercią skończyć. Chodzi mi o nić grubości kordonka. Na kordonek to bym się nawet w ostateczności zgodziła, ale nie ma. A ja sobie w dodatku wymyśliłam zielony. I to zielony o konkretnym odcieniu. Żeby mi do tych ciepło żółtej i czerwonej kupionych szmateksie, pasował.
Nic to. Będę dziś w mieście, w prawdziwym mieście czyli w Goeteborgu, a nie w „takiej gminie” to popatrzę, a może w Stoff&Still?
Dobra wiem, opisuję „problem ludzi z pierwszego świata”.
Rzecz w tym, że zamknęłam się bańce.
Poblokowałam na FB niemal wszystkich, którzy szerują politykę polską. Nie zaglądam na Wyborczą, no chyba, że mignie mi w oczach jakiś ciekawy artykuł NIE O POLITYCE. Głównie interesują mnie tematy lekko naukowe z naciskiem na lekko. Jakieś kosmosy, gwiazdy, ale i gwiazdy szołbiznesu też mogą być byle nie za dużo. Królowa angielska ostatnio była…
Internet służy mi ostatnio jako dostawca Netflixa. O. I tu się zatrzymam.
Netflix mnie wkurza okrutnie.
Mieszkam w Szwecji, więc nie ma takiej siły, bym uruchomiła netflixa z końcówką pl. To oznacza, że większość tego, co bym chciała obejrzeć  nie ma tekstu polskiego. Szwedzki, norweski, ale polski rzadko. A ja mam tak…
No dobra. Podam przykład.
Jakiś czas temu byłam z PannąS w kinie na Waiana czyli Moana po polsku chyba. W kinie tutaj w Szwecji oczywiście. Obejrzałam film ze szwedzkim dubbingiem. No dobra, może być, fajny temat…Wyszłam z kina z takim odczuciem, że spoko film, dobra tematyka dla dziewczynek.  Ale jakoś bez głębszego wzruszenia.
Tymczasem wczoraj oglądałyśmy ten film raz jeszcze ale z dubbingiem po polsku. I wiecie co? Jakbym oglądała zupełnie inny film! Śmieszył i wzruszał. A przecież rozumiałam prawie wszystko!
Tak samo jest z angielskimi napisami. Odbieram fakty, nie odbieram emocji. Nie mój język. Dlatego chcę oglądać z napisami po polsku. I dlatego płacę Netflixowi co miesiąc daninę by mi te treści dostarczał. A Netflix nie dość, że szczodry nie jest to jeszcze i jakość tych napisów bywa różna. Błędy językowe? Gramatyczne? Normalka. Tłumaczenie niegodne z oryginałem? Ale żeby błędy ortograficzne?!
No, ale zawsze można jak mój stary znajomy
„Ups, literuwka – on.
I ortograficzny -ówka -ja.
Co się dyslektyka czepiasz? -on”
Taaaaa…Pewnie Netflix też zatrudnia dyslektyków.
Zatem żyję w bańce. Głównym dostarczycielem informacji o wydarzeniach w kraju i na świecie są dla mnie Demotywatory. Oraz mąż, który z lubością bliską zboczeniu tarza się w tych klimatach polsko-politycznych. Nie wiem…może sobie samopoczucie poprawia, może potem głosem nabrzmiałym emocjami mówić „w tej Polsce to”…Wygląda na to, że od pięciu minut jest szwedem i już go ci polacy wkur…wkurzają. Jak mąż zamknie się ze mną w samochodzie i zaczyna się dzielić ostatnimi rewelacjami z kraju i za granicy to się okazuje, że demotywatory to jednak całkiem dobre źródło informacji jest. Bo okazuje się, że ja i tak wiem o wszystkim.
Nie wiem czy życie w takiej bańce to cofanie się w rozwoju czy wręcz odwrotnie. Ja muszę, bo inaczej z żalu, wstydu, bezsilności mogłabym dokonać czynów zabronionych.
Zatem wybaczcie, że się skupiam na nitkach, filmach, duperelach a nie gwałceniu praw człowieka. Po prostu – nie.
A Misia i PannaS mają kotka. I kotek jest prześliczny. Ma 13 tygodni, domieszkę dwóch kotów rasowych co sprawia, że szare futerko jest takie srebrzyście szare i dłuższe a oczy są koloru bursztynu. A ponieważ one mają kotka…(Oni właściwie, bo przecież konkubent,  mojej córki też, chyba zacznę go nazywać Zięciem, bo są zaręczeni od kilku miesięcy.)
Zatem skoro oni mają kotka to ja też mam kotka poniekąd. Bo jak oni pojadą to kotek będzie mój. I teraz stoję przed wyzwaniem: sprawić by Kotek i Tosia się pokochali. No dobra: żeby przynajmniej się siebie nie bali i tolerowali wzajemnie.
Jakieś sugestie?
Kotek, Maja, jak znam życie po obsyczeniu i opluciu psa uniesie się zapewne honorem i będzie Tosię omijać łukiem. Ale Tosia…Tosia będzie rozdarta pomiędzy miłością do wszystkiego a strachem, przerażeniem wręcz do tego okropnego potwora.
Że co? Że Potwór waży niespełna kilogram a Tosia 36? To nie ma znaczenia. Tosia w duszy jest Yorkiem. A koty, jak wiadomo, wszystkie są tygrysami. Perspektywa ma ogromne znaczenie.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Codziennik. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „92.

  1. Krystyna pisze:

    Mam tak samo. Staram się odsuwać od wszelkich wiadomości politycznych. No nie do wytrzymania to jest. I ta bezsilność… Przedtem chociaż chodziłam na większość demonstracji, ale ostatnio przestałam. Jestem zniechęcona.

    • Kat pisze:

      wiem, moje znajome mają tak samo. Mnie jest łatwiej, wyjechałam, jestem obywatelka innego kraju, choć polską też, ale fizycznie mnie to jakby coraz mniej dotyka, bo już i rodziny w Pl prawie nie mam a i przyjaciół też garstka.
      A jednak, jak wspominam tamtą atmosferę na początku lat 90-tych, tę wiarę i nadzieję…Serce pęka z żalu i wstydu

  2. Nie_ty pisze:

    A włóczki przez net? Ja odkryłam te stronę (o boże nie umiem kopiuj wklej na komórkę!) http://www.lastijerasmagicas.com i jak się zakupi trochę, to przesyłka nie taka droga;) sprawdź włóczki Katia lino, 100% len i fajne kolory. Ale ja bym też próbowała z bawełna – zobacz sobie Katia Capri na przykład. Cienka bawełna (druty 2-3) powinna być dobra. Jak się poddam to ci wyślę moje zapasy – kupiłam na sukieneczke Morinki, ale NIE NAWIDZE ROBIC NA TAKICH MALYCH DRUTACH;) Ale poszukaj w Szwecji, te włóczki powinny być dostępne. A w ogóle to zajrzyj na Raverly, tam wprawdzie głównie na drutach i szydełku, ale włóczki są dobrze opisane.

  3. Małgorzata pisze:

    Sugerowałabym zamówienie kordonka czy co Ci tam potrzebne w sklepach internetowych. Bywają przeceny tak że zaoszczędzisz na cenie żebyś miała na wysyłkę. Np. https://www.e-dziewiarka.pl/index.php?page=shop.product_details&product_id=101&flypage=flypage.tpl&pop=0&option=com_virtuemart&Itemid=2 to nie jest reklama tylko informacja;-)). Pozdrowienia z deszczowego Gdańska.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *