94. Jak dobrze mieć sąsiada

Te grudniowe mroki naprawdę źle robią na głowę. W zasadzie mogłabym spać, bo mam zwolnienie, ale obudziłam się przez budzik i już nie zasnęłam. Ale jakbym musiała iść do pracy to byłaby najlepsza pora do spania. Co za wredny charakter!
Wczoraj rano weszli na klatkę schodową dwaj panowie ze sprzętem. Żadna nowina, panowie z różnymi sprzętami pętają się po bloku już prawie rok. Z kim nie pogadałam, każdy z sąsiadów stracił już nadzieję, że wreszcie ten nieszczęsny remont dokończą, wyniosą się i znowu będzie cicho i czysto.
Remonty w mieszkaniach zakończyli z początkiem lata. Tak przynajmniej brzmiała wersja oficjalna. Nieoficjalnie remont trwał bo okazało się, że rury kanalizacyjne generują jakieś problemy, wskutek czego mieliśmy takie atrakcje jak smród i zalania mieszkań na parterze.
W całej tej sytuacji nasze mieszkanie miało najwięcej szczęścia (albo najwyższy próg w łazience, co zresztą na jedno wychodzi) i u nas powódź zatrzymała się w łazience. Pozostałym trzem sąsiadom zalało całe mieszkania. Więc w try miga trzeba było zorganizować ludziom nowe podłogi. Więc znowu po budynku niósł się stukot i warkot wiertarek.
Prócz tego w piwnicy trwały leniwe próby naprawienia kanalizacji. Leniwe bo całymi tygodniami mieliśmy wykutą posadzkę i wykopane tunele w podłożu, a robotników widać nie było.
Raz uszkodzili nam internet. Gdy zeszłam, zastałam jednego, jedynego człowieka z łopatą, jak niemrawo głaskał ziemię w owym tunelu. Nie mówił po szwedzku. Ani po angielsku. Ani po polsku! Po rosyjsku też niewiele ale zdesperowana zadzwoniłam do Reginy i poprosiłam, żeby spróbowała mu po rosyjsku wytłumaczyć, że chcę telefon do jego szefa.
Okazało się, że facet był litewsko języcznym Litwinem!
Długo by pisać…
W każdym razie gdy Tośka zawiadomiła mnie, że ktoś się pęta po klatce schodowej, po prostu zabrałam psa spod drzwi, żeby się nie wściekała. I ani się nie zdziwiłam ani nie zainteresowałam.
Tak na marginesie powiem, że Tosia jest milczącym psem, rzadko szczeka, ale jest czujna bardzo i zawsze donosi, gdy ktoś chodzi po schodach. Przy czym na swoich, czyli sąsiadów wcześniej reagowała mruczeniem a na obcych wyraźnym warczeniem. Teraz, za sprawą pętających się obcych bez przerwy, pies nieco stracił orientację i warczy na wszystkich. Choć sąsiedzi mówią, że gdy idą koło naszych drzwi i słyszą warkot Tosi to mówią „Cicho Tosia to tylko ja” i pies cichnie.
No i gdy około 10tej wyszłam z Tosią na spacer okazało się, że panowie myją schody takim specjalnym odkurzaczem. Czyli chyba skończyli w piwnicy? Jakiś czas temu zasypali  tunele, zalali nową posadzkę, ale rura nadal szła pod sufitem. I tak już chyba zostanie. Może wreszcie będzie można znowu chodzić do pralni w kapciach?
Kto wie?
Tyle, że my chcemy się stąd wynieść. Chcemy zamienić mieszkanie na jaśniejsze, bo te pokoje od północy są okropnie ponure, a już mój to w ogóle bardziej piwnicę przypomina, bo umieszczony w rogu, przy ścianie drugiego budynku. No i chcemy, żeby Yankiego pokój miał rozmiary bardziej normalne a nie 2×2. Jednocześnie najbardziej to byśmy chcieli zostać tu, gdzie jesteśmy ze względu na dobry kontakt z sąsiadami prawie wszystkimi.
Czyli w grę w chodzą w sumie dwa mieszkania na pierwszym piętrze. Wyżej nie chcemy, bo Tosia nie powinna chodzić wiele po schodach, a przyjdzie czas, i to dość szybko, że będzie stara.
Zatem w grę wchodzą dwa mieszkania.
Jedno, w tej samej klatce, też na rogu ale z przeciwnej strony. Okna wychodzą na wschód i południe. Mieszka tam taka stuletnia Elsa. Elsa chciałaby się zamienić, ale nie z nami, bo nasze mieszkanie jest za ciemne.
Drugie jest w drugiej klatce, też ma okna północ-południe, z tym, że latem ta północ robi się lekko zachodnia a w salonie jest dodatkowe okno od zachodu. Oraz w łazience też jest okno. Tam mieszkają niesympatyczni młodzi ludzie wystylizowani na lata pięćdziesiąte. Naprawdę: ona nosi loki ala żabie oczy wywinięte nad czołem, sukienki amerykańskich gospodyń z tamtej epoki, on w ciemnych, prostych dżinsach wywiniętych na dole w szeroie mankiety. No takie klimaty z Grease. Gdy się wprowadzili, zaczęłam się im kłaniać, ale panna mi nie ukłon nie odpowiedziała, zmierzyła mnie wzrokiem i tyle. To przestałam.
Więc teraz, nawet jakby się wynieśli to nie wiem czy w mieszkaniu po takich niesympatycznych osobach nie będzie złej mocy.
Ale póki co nie ma zmartwienia, bo ledwie się wprowadzili, więc szybko nie odejdą, bo czas oczekiwania na mieszkanie jest ponad dwuletni. No chyba, że wybudują sobie dom.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Codziennik. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „94. Jak dobrze mieć sąsiada

  1. batumi pisze:

    Ale tematów poruszyłaś! Co do bańki – ja jestem w tej samej, nawet Demotywatorów nie oglądam, nie wiem i nie chcę wiedzieć, co się dzieje, wolę szydełkować i oglądać filmy. Co do nici – można zamówić na przykład z Ariadny próbnik: http://www.sklep.ariadna.com.pl/apex/f?p=200:18:754232349954516::NO::P18_PSGRA_ID:1937:
    i będą tam chyba i kolory i grubość do pomacania. Mogę Ci wysłać razem chustą, jak zamówisz z dostawą do mnie.
    Co do sąsiadów z Grease – płonę ciekawością, aby ich zobaczyć!

    • Kat pisze:

      zamówię te próbki 😀
      A ci z Greasu to tylko strojami. Ani ona Olivia Newton-John ani on żaden Travolta. Ale jak ich kiedyś zobaczę na ulicy to spróbuję zrobić zdjęcie. Bardziej mnie nie lubić pewnie nie mogą

  2. 4_dina pisze:

    Mielismy podobne atrakcje kiedy wymieniali okna na osiedlu, chyba przez dwa lata zylismy jak na placu budowy. Trawnik ktory widze z okna byl ogrodzony i sluzyl jako sklad materialow. Nasza osidlowa droga, caly czas wygladem przypominala taka dojazdowa na budowe, pomimo tego ze, oni ja sprzatali prawie kazdego dnia. Jakos chyba przez 8 miesiecy mielismy za oknem rusztowanie osloniete zieloa siatka, a zeby dopelnic atrakcji, to kiedy zalozyli nam juz te nowe okna, przez dluzszy czas na szybach byla niebieska zabezpieczajaca folia … Obled poprostu. Koty baly sie wychdzic na pole, a kiedy wymieniali okna w naszym mieszkaniu, to chyba ktoryz z robotnikowcos zrobil Rufusowi, bo potem wychodzil tylko wczesnie rano i wieczorem jak czas po zakonczeniu prac i do teraz widze jak ucieka przed ludzmi, a to byl kot ktory kochl wszystkich ludzi i sam zaczepial nieznajomych.
    Zalanie mieszkania przezylam dwa razy, mialam wtedy 8 lat i skonczylo sie to u mnie ciezka nerwica, w efekcje czego wyladowalam w sanatorium. Mieszkalismy na parterze i to rura z naszego pionu sie zatkala, cala woda poszla na mieszknie … A jakos za dwa miesiace, mielismy powtorke z rozrywki …
    Mialam kiedys owczarka podchalanskiego, ona tez nie szczekala. Nawet Kryska (nasza sprzataczka osiedlowa) sie dziwila i mowila „wszystkie burki ujadaja, ze malo sie nie podusza, a ta Twoja jest cicho jak ja klatke myje”. Szczekala tylko na jedna sasiadke, ktora w swojej glupocie i zlosliwosci zawsze ja draznila, do czasu az jednego razu kategorycznie powiedzialam, ze jak to sie jeszcze raz powtorzy to ja puszcze smycz.
    Jasne mieszkanie to podstawa, najlepsze jest chba takie usytuowane wschod – zacchod. My co prawda mamy okna na wschod, ale w salonie jest dosc ciemno, poniewaz murek okalajacy patio tamuje dostep swiatla i zima bywa bardzo ponuro, co dziala na mnie bardzo depresyjnie, ratuje sie moimi lampionami, ktore zapalam jak tylko zmrok zapada.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *