99. … jak dymek z papierosa…

Siedzę sobie.
Obok pochrapuje pies.
Powinnam robić pierogi. Albo sprzątać. Ablbo choć popracować: popisać, potkać ostatecznie nawet poksięgować lub przetłumaczyć długiega maila dla Pera Erika.
A ja sobie siedzę. Zapuściłam na youtube stare kawałki. Takie na przykład Tornero czy Monako znane u nas jako 28 stopni w cieniu. Albo o to, co teraz: Savage Only You. Słucham i jest mi tak smutnawo. Te dyskotekowe piosenki zawsze wzbudzały mój smutek. Zawsze wtedy i teraz nadal. A w sumie to piosenki do tańca czyli niby miałyby by być wesołe, nie?
Jak patrzę za siebie, na minione lata to pamiętam, że zawsze byłam smutna. Nawet wtedy gdy miałam kilkanaście lat i wydawało się (innym, bo nigdy nie mnie), że świat stoi dla mnie otworem i wszystko przede mną.  Nawet wtedy, a może zwłaszcza wtedy, gdy śmiałam się na cały głos. Taki charakter widać.
Dziś jest troszkę inaczej, ale trudno mi powiedzieć o sobie, że jestem wesołą osobą. Zawsze, gdzieś tam na dnie jest ten smuteczek…Taka uroda.
Nieopatrznie obejrzałam „Moje córki krowy”. Za wcześnie. Jeszcze za wcześnie. Może już zawsze będzie za wcześnie.
Chciałabym pojechać wiosną w Bieszczady.
Nigdy nie byłam, a marzę od lat. Przełom maja i czerwca to chyba dobry termin? Jeszcze nie ma tłumów wakacyjnych, a śniegi już chyba zejdą? Chciałabym w okolice Komańczy. Tam, gdzie Grażyna Jeromin-Gałuszka umieściła „Magnolię”.
To trzecie marzenie na nadchodzący rok.
1. Język Trolla z rodziną – planowany na koniec czerwca
2. Spotkać się z Kasią (ta, od nitek), od której w Szwecji dzieli mnie jakieś 500km a w Polsce byłyśmy prawie sąsiadkami wedle szwedzkich standartów .
3. No, a teraz te Bieszczady…
Wszystko realne niby, ale jak przyjdzie co do czego?
…Gerard Lenorman śpiewa mi teraz La Ballade z towarzystwem publiczności. Pamiętam jak Baśka się zachwycała…
…i tak mi się myśli plotą i snują jak dymek z papierosa…

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Codziennik. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „99. … jak dymek z papierosa…

  1. Ewa pisze:

    Ja dzisiaj ugotowałam garnek bigosu i jestem z siebie dumna 😉 Cały dzień zamartwiałam się o Syna, bo wracał z podróży służbowej, z Anglii. W Amsterdamie utknął na lotnisku z powodu mgły. Do Wilna doleciał z prawie dwugodzinnym opóźnieniem. Podróż do Kowna autostradą trwała też długo, z powodu śnieżycy tym razem. Ale w końcu po 21:00 zadzwonił i oznajmił, że właśnie wjeżdża do miasta. Uff, odetchnęłam.
    W tym tygodniu kupiłam sobie kilka książek na czytnik (ach, te promocje). Oraz trzy grube tomy papierowe: „Dzieła (niemal) wszystkie” Jeremiego Przybory i „Terror” Dana Simmonsa. W czytaniu kryminał Horsta. Prezenty dla wnuków kupione, czekają pod ubraną dzisiaj choinką. No i najważniejsze – paznokcie zrobione, a na włosach świeży kolor 😉 I tak leci…

    • Kat pisze:

      Ach…tego Przybory to zazdroszczę…Takie rzeczy muszą być na papierze, bo człek sięga gdy chce, gdy tęskni, otwiera na chybił trafił, czyta kawałek albo dwa…
      Tak przez wiele lat miałam Gałczyńskiego pod ręką.

Możliwość komentowania jest wyłączona.