12. Visingsö

Kiedy się spojrzy na mapę Szwecji, natychmiast zauważa się dwa wielkie jeziora. Jedno o bardzo nieregularnych brzegach, poszarpane, z masą wysp i wysepek, złożone jakby z dwóch różnych akwenów: to Vener. Poniżej drugie -wydłużone, z jedną wyspą leżącą niemal na środku: to Vetter. Pomiędzy nimi rozciąga się kraina zwana Skaraborg. Kraina, gdzie narodziło się państwo szwedzkie.
Zaludnianie wyspy na Vetter zaczęło się co najmniej w epoce żelaza, o czym świadczą liczne miejsca pochówku. Przez wiele lat jezioro pełniło rolę „autostrady”. Tędy prowadziły szlaki handlowe z północy na południe oraz ze wschodu na zachód.  Siłą rzeczy wyspa na Vetter, Visingsö, stała się miejscem gdzie ludzie chętnie się zatrzymywali by odpocząć, spotkać się z innymi lub przeprowadzić transakcje handlowe. Nicteż dziwnego, że wyspę obrał za swą siedzibę któryś ze Sverkerów, najprawdopodobniej Sverker Starszy. Zamek, zbudowany z kamienia,  na południowym czubku wyspy zapewniał bezpieczeństwo, gdyż nadciągający wrogowie byli widoczni już z daleka. A jak wiadomo, bycie królem w owych czasach było cokolwiek ryzykowną profesją i średnia przeżywalność nie była zbyt imponująca: pomiędzy rokiem 1130 a 1249 przez tron przewinęło się aż jedenastu władców z rodów Sverkerów oraz Erików. Tak się zatem panowie nawzajem mordowali aż do do władzy doszedł Knut Eriksson, który okazał się jednym z najmocniejszych władców średniowiecza, a któremu udało się przeżyć jako król 29 lat. Pewnie między innymi dlatego, że przez kilka lat po dojściu do władzy skrupulatnie przeczesywał kraj w poszukiwaniu krewnych Sverkera, których następnie mordował.
Sverkerowie oczywiście nie pozostawali dłużni…
Kres tej międzyklanowej rzezi położył ślub Sepleniącego i Kulawego Erika Erikssona z wnuczką Sverkera Młodszego, Katariną. Erik okazał się słabym władcą i po jego śmierci korona królewska trafiła na skronie  niejakiego Valdemara, syna pewnego jarla.  Owym jarlem był ni mniej ni więcej tylko Birger Magnusson i to on tak naprawdę rządził państwem. I to prawdopodobnie jemu zawdzięczamy przeniesienie stolicy z Visnigsö w inne miejsce, mniej więcej w połowie XIII wieku.
Ale o tym…to już może przy innej okazji?

W sobotni ranek wybraliśmy się więc na wyspę. Nie, nie sami. Od jakiegoś czasu wycieczkujemy „samoczwór” z kolegą oraz koleżanką, dzięki czemu przejście sześciu kilometrów od promu, który nas dowiózł na wyspę,  do ruin zamku było zdecydowanie ciekawsze.
Dzień był wietrzny, ale dość pogodny i ciepły. Dookoła nas rozpościerał się równinny krajobraz wyspy.
25-copy

Ruiny nas nieco rozczarowały, bowiem spodziewaliśmy się jednak czegoś nieco bardziej imponującego. Czegoś, co bardziej przypominałoby to:
66-copy
Jednak przypomnienie sobie, że od czasów świetności tego miejsca upłynęło ładnych parę setek lat, pogodziło nas z faktem, że tak niewiele zostało.

61-copy

Na pewno pomocne było uświadomienie sobie, że tak jak my oglądamy wysrebrzone jezioro z okna ostatniej ocalałej komnaty, taki sam niemal widok oglądali bohaterowie wydarzeń opisywanych powyżej. A było na co patrzeć…
57-copy

Herbata i bułeczki z widokiem, a potem w drogę powrotną. I wszystko było fajnie, gdyby nie mój pomysł, by na wycieczkę założyć nowe buty.
Nowe to znaczy takie, w których chodzę już od dwóch tygodni. Buciki wycięły mi numer.Dochodząc do ruin, na mniej więcej 6 kilometrze czułam pieczenie na poduszkach pod palcami.
No ale co tam pęcherze, jak widoki takie:
51-copy
Po kolejnym kilometrze, już w drodze powrotnej, z uporem maniaka próbowałam pozbyć się kłującego kamyczka spod pięty lewej. Po kolejnym kilometrze, kłujący ból miałam także w pięcie prawej. Cóż, trzeba było uwierzyć w bardzo bolesna prawdę: to nie kamyczek, to bąbel. Przez ostatnie trzy kilometry do promu skupiałam się jedynie na takim stawianiu stóp by jak najmniej bolało. Choć w zasadzie powinnam była w tym celu iść raczej na rękach.
Aż do przybycia do gościnnego domu nie odważyłam się zdjąć butów narzędzia tortur z nóg. Stary włóczęga a głupi, ot co.
Ale co tam…I tak było warto.

Dąb Sverkera. Podobno jak już Knut „uciął mu co trzeba a głowę przede wszystkiem” to zawiesił zwłoki na dębie rosnącym w tym miejscu. Dąb się niestety nie ostał. Ten na zdjęciu to dębowy osesek, pięćdziesięcioletni zaledwie, zasadzony w miejsce tamtego wiekowego.
80-copy

Ale to jeszcze nie był koniec atrakcji

Ten wpis został opublikowany w kategorii Szwedzkie Historie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „12. Visingsö

  1. Agata pisze:

    Trzeba mieć wyjątkowy dar by tak pięknie i ciekawie napisać. Z niecierpliwością czekam na następne lekturki. Dziękuję Katarzyno

  2. Adam pisze:

    Do twoich talentów doszedł jeszcze jeden. Normalnie mogłabyś uczyć historii ! Fajnie się czytało o Erykach i Sverkerach 🙂

    • Kat pisze:

      Teraz nie mamy wyjścia – następny kierunek to Vadstena, potem Sigtuna i Stockholm ;D
      No chyba, że wybierzemy się do Kalmar

Możliwość komentowania jest wyłączona.